Dobranocka przykro mi,że taka lipa wyszła u was w Sylwestra,szkoda...trzymam kciuki,żeby wszystko było dobrze i jak najmniej takich wieczorów...bo całkiem kłótni niestety nie da się wyeliminować.Przytulasy! ;-)
Ida bardzo dobrze powiedziałaś mamie,ja to bym się wnerwiła,przecież w końcu dziecko zacznie kojarzyć i co wtedy?Niepoważna jakaś jest.NIe daj się :-)
Co do piąstki to mój woli zdecydowanie lewą,zresztą on też się wygina w tą lewą stronę.Dziś ma założone niedrapki,bo tak rano zassał palca (nawet smokiem nie dal się przekonać),ze az mu spuchł wskazujący.

Najbardziej mnie rozśmiesza,jak ssie kciuka i oczy tak przymyka,tak mu dobrze się robi wtedy,albo próbuje na raz kciuka i wskazującego jak dzisiaj i jeszcze przy tym guga
Moriam z ta kąpielą to jest różnie u nas.Po obu szczepieniach nie kąpałam,jak śpi tak między 19.00 a 22.00 (kapiel mamy zawsze między 20.00-21.00) to juz nie budzę,ale rzadko sie to zdarza.Po wigilii np był tak padnięty,że właśnie przespał kąpiel.Jak zasnął około 19.00 to wstał dopiero nad ranem.Jeżeli jednak widzę,że zaczyna przysypiać,oczka mu się kleją właśnie tak po 19.00,około 20.00 to staram się aby nie zasypiał.Zabawiam go jakoś i wtedy zwykle pada decyzja o wcześniejszej kąpieli.
Efa co tam?...NIe martwimy się! A może jednak ponarzekasz sobie?
A u mnie atmosfera z teściowa zagęściła się jeszcze bardziej.Od tych Chrzcin,na których to zrobiła z siebie idiotkę,nie odzywała sie do nas.Az do wczoraj niestety.Zadzwoniła oczywiście do mnie,a nie do małża.NIe wiem na co liczyła,bo wcale się nie odniosła do sytuacji z wigilii(na która wcale nie przyszła) i chrzcin (na które niestety przyszła w stanie wskazującym).NIe przeprosiła,nie usprawiedliwiała się...no nic kompletnie.Wręcz przeciwnie,była zaskoczona dlaczego ja prosze żeby się odezwała do swojego syna i z nim porozmawiała i pytała wielce zdziwiona o co mi chodzi i co tak naprawdę się stało.Więc już nie wytrzymałam i wygarnęłam,że na Wigilie wcale nie przyszła(a to była pierwsza Wigilia u nas i z dzieckiem w dodatku),że na chrzciny do kościoła przyszła po alkoholu,a do nas później(oczywiście po ponad godzinie) juz nieźle wstawiona,co wszyscy zauważyli.Powiedziała tez,że wyszła jako pierwsza nie dlatego że syn ja zdenerwowała,tylko dlatego że nikt jej wódki nie polewał i nie mogła zboleć i nie mogła się doczekac aby iść do domu i sie dopić.Tylko,że w moim domu nikt jej nie poleje,bo ma z tym problem.Ona mi na to że - my widzimy tylko nas samych i dziecko,że jesteśmy pępkiem świata(no nienormalna jakaś - a o kim mam teraz myślec jak nie o dziecku),że nie lubi do nas przychodzić,że jest sztywno(na co jej dowaliłam - że pewnie dlatego że wszyscy są trzeźwiejsi od niej),że syn ma ja w dupie(na co usłyszała,że tylko on był z nia w szpitalu,to on ja zbierał z podlogi itd itd,sporo tego jej wymieniłam)Na koniec stwierdziła,że ciasto które jej mąz zawiozł po chrzcinach na drugi dzień to jak tylko wyszedł to wypierdo...do kosza bo tak się nie robi,bo to ona kupiła to ciasto i to było jak oddanie.Tlumaczę,że podzieliłam ciasto na 3 domy,dla nas,dla niej i dla mojej mamy - nie dotarło.Według niej popełniłam wielki nietakt.NIe będe wam opowiadać całej rozmowy bo długo z nią rozmawiałam,ale powiem wam że mi ulżyło i tak naprawdę to mam już chyba w nosie co ona sobie o mnie myśli.NIe jest dla mnie żadnym autorytetem i nic od niej nie potrzebuje.Gdyby mój mąz powiedział np daj spokój,olejmy to,wiesz to moja mama,nie kłóćmy sie z nią, to ok uszanowałabym to i zacisnęłabym zeby ale jeśli on daje mi zielone światło to powiedziałam wszystko jej co myślę.Mało tego stwierdził,że byłam nawet delikatna i on by bardziej dowalił,ale nie chce z nią rozmawiać. Spłynęło ze mnie i nie przejmuje sie co teraz o mnie myśli.