Ginekolog zawsze mnie pytała, czy skurcze są gorsze jak chodzę do pracy. A właśnie nie było różnicy. Nawet lepiej się czułam jak byłam trochę rozruszana taką codzienną aktywnością [emoji6] Teraz już mówi, że nie ma mowy o pracy, bo jedyna szansa, że te skurcze osłabną to odpoczynek (magnez, duphaston, luteina nic nie dają).
Szyjką mam długą i twardą, ale gdyby nie wcześniejsze doświadczenia, to bardziej bym się o nią bała. Wcześniej nic nie było w stanie jej skrócić i ledwo udało się wywołać poród w 42 tygodniu, a po poronieniu po 3-4 tygodniach od obumarcia zarodka nie mogłam poronić sama - nawet leki na wywołanie poronienia nic nie dawały, ani wkładanie palca przez lekarkę do szyjki żeby ją rozszerzyć [emoji6] Mam tylko nadzieję, że nie przejadę się na tej pewności, że mam szyjkę z żelaza...