reklama

Pęcherzyk ciążowy 7.7mm 6 tydzien.

Karolina1805

Zaciekawiona BB
Hej.
Tydzień temu w czwatek, 30.07 zrobilam test ciążowy-2 kreseczki. Ostatnia miesiączka 29.06 więc książkowo powinnam być aktualnie w 6 tygodniu ciąży. Od dnia spodziewanej miesiączki mocno boli mnie brzuch jak na okres stąd wczorajsza wizyta u Pani ginekolog która potwierdziła ciążę, jednak stwierdzila że jest ona malutka jak na swoj wiek bo pęcherzyk ciążowy ma wielkość 7.7mm .
Na wieść o moich bólach przepisała mi Duphaston i Luteine x2 dziennie i kazała przyjść za 2 tygodnie.
Czy według Waszych doświadczeń jest jeszcze szansa że z ciążą będzie wszystko ok, czy raczej nastawiać się na najgorsze ze względu na słaby rozwój i dolegliwości bólowe? To moja pierwsza ciąża.
 
reklama
Rozwiązanie
Bardzo mi przykro [emoji22] Miałam nadzieję, że wszystko u Was ok..
Myślę, że ta lekarka nie przeciągała tego celowo. Skoro na jednej wizycie widać było zarodek, a na kolejnej pulsujące serduszko, to były podstawy, żeby wierzyć, że wszystko będzie dobrze.
Trzymaj się i nie poddawaj! [emoji8]
reklama
Dziewczyny, pomocy. Czy coś z tego będzie? Ginekolog stwierdził że kształt pęcherzyka źle wróży bo jest spłaszczony. Jestem obecnie w 5 + 0 tyg. Na usg widoczny tylko sam pęcherzyk bez cialka żółtego i echa zarodka 😞
 

Załączniki

  • C2EF38CD-4940-4F6A-95FE-F2BED745442E.jpeg
    C2EF38CD-4940-4F6A-95FE-F2BED745442E.jpeg
    1,4 MB · Wyświetleń: 238
Daj kochana znać bardzo mocno trzymam kciuki za malucha wierzę że będzie dobrze a tym sku...synom nie podarowała bym
Lekarze na czele z ordynatorem przychodzą jeden po drugim i mydlą mi oczy ze tabletki nie mialy szans zadziałać, ze to zbieg okolicznosci że akurat teraz to krwawienie, że na pewno wszystko wypadło podczas płukania i nic się nie zdążylo wchłonąć. Gdyby nie czuli sie winni to myślę ze nie przychodzili by do mnie co chwile i nie próbowali się tłumaczyc, więc na pewno zdają sobie sprawę że to nie przypadek.
Ogólnie to krwawienie póki co nie jest intensywne, ale brzuch boli mnie bardzo mocno, wiec ja nie mam wątpliwości jak to sie skonczy... :(
Oni jedynie zwiekszyli mi dawke luteiny i każą czekać.
Jeszcze nigdy mnie tak służba zdrowia nie zawiodła. Najgorsze jest to że mam pretensje sama do siebie ze tu w ogole przyszłam..
 
Hej dziewczyny. Dopiero teraz się zebrałam żeby wejść i coś napisać, bo ten szpital dał mi psychicznie mocno w kość... Krwawienie które wystąpiło pierwszy raz od początku ciąży i to akurat bezpośrenio po aplikacji tabletek, mega intensywny ból brzucha a później skrzepy, dla mnie były jednoznaczne. Bylam pewna że zabili moją fasolkę, ale następnego dnia wzięli mnie na usg żeby sprawdzić czy poroniłam i okazało się ze pęcherzyk z ciałkiem żółtym dalej są na miejscu. Beta też urosła. Chcieli mnie trzymać dalej, ale nie czułam że jestem tam pod dobrą opieką więc wyszłam na własne życzenie. Krwawiłam do wczoraj, dziś się uspokoiło. Mimo że to jest najlepsze zakończenie tego koszmaru jakie mogło się wydarzyć, ja nadal nie jestem przekonana czy te tabletki nie zaszkodziły. Czy nie zahamowały rozwoju już i tak wolno rozwijającej się ciąży, albo jeśli ciąża się utrzyma, to czy maleństwo nie będzie chore... Ta krew, skrzepki i ból nie dają mi spokoju. Na następne usg pójdę w tym tygodniu, do lekarza który nie ma nic wspólnego z tym szpitalem, mam nadzieję, że powie całkiem szczerze co o tym myśli. Dalej jestem w szoku, nie wiem co powinnam z tym zrobić, gdzie powinnam z tym pojsc... W 6tyg i 4 dniu czyli na piątkowym usg przed wyjściem ze szpitala było widać pęcherzyk z ciałkiem żółtym ale bez zarodka, jedynie z informacją że "coś tam może zaczyna być widać". I teraz, nawet jeśli ciąża się nie rozwinie z niczyjej winy, jeśli to i tak by sie tak potoczyło, to ja nie będę miała pewności, czy to natura zdecydowała, czy jednak tabletki... Straszne.
 
reklama
Hej dziewczyny. Dopiero teraz się zebrałam żeby wejść i coś napisać, bo ten szpital dał mi psychicznie mocno w kość... Krwawienie które wystąpiło pierwszy raz od początku ciąży i to akurat bezpośrenio po aplikacji tabletek, mega intensywny ból brzucha a później skrzepy, dla mnie były jednoznaczne. Bylam pewna że zabili moją fasolkę, ale następnego dnia wzięli mnie na usg żeby sprawdzić czy poroniłam i okazało się ze pęcherzyk z ciałkiem żółtym dalej są na miejscu. Beta też urosła. Chcieli mnie trzymać dalej, ale nie czułam że jestem tam pod dobrą opieką więc wyszłam na własne życzenie. Krwawiłam do wczoraj, dziś się uspokoiło. Mimo że to jest najlepsze zakończenie tego koszmaru jakie mogło się wydarzyć, ja nadal nie jestem przekonana czy te tabletki nie zaszkodziły. Czy nie zahamowały rozwoju już i tak wolno rozwijającej się ciąży, albo jeśli ciąża się utrzyma, to czy maleństwo nie będzie chore... Ta krew, skrzepki i ból nie dają mi spokoju. Na następne usg pójdę w tym tygodniu, do lekarza który nie ma nic wspólnego z tym szpitalem, mam nadzieję, że powie całkiem szczerze co o tym myśli. Dalej jestem w szoku, nie wiem co powinnam z tym zrobić, gdzie powinnam z tym pojsc... W 6tyg i 4 dniu czyli na piątkowym usg przed wyjściem ze szpitala było widać pęcherzyk z ciałkiem żółtym ale bez zarodka, jedynie z informacją że "coś tam może zaczyna być widać". I teraz, nawet jeśli ciąża się nie rozwinie z niczyjej winy, jeśli to i tak by sie tak potoczyło, to ja nie będę miała pewności, czy to natura zdecydowała, czy jednak tabletki... Straszne.
Trzymam kciuki żeby wszystko było dobrze, ja bym tego z tym szpitalem tak czy siak nie zostawiła bo to jest karygodne. Nie wyobrażam sobie nawet tego co czujesz. Wypoczywaj teraz dużo i czekamy na wieści. Trzymaj się kochana.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry