Ha. Marysia trzymac raczej nic nie chce, zabawki jej nie pociągają (za to wczoraj jak mama jadła nie wiedziec czemu kaszankę, chociaz jej nie lubi-może ja w ciąży jestem...? - a Marysia koniecznie chciała spróbować, dałam polizać, ale się nie spodobało), o podnoszeniu CZEGOKOLWIEK poza nogami na brzuszku mowy nie ma nadal (zresztą teraz to już w ogóle nie ma mowy o położeniu panienki na brzuchu), do siadania się nie rwie, za to skręca mi ciągle główkę w prawo i koleżanki na uczelni kazały mi uszyć woreczek z kaszą i podkladać jej do spania z prawej strony pod łepek. Spróbuję, bo obawiam się, ze jak pójde do pracy to już teściowa o to nie zadba.Nie wiem, moze coś jest nie tak, lekarka powiedziała, zew końcu poród był patologiczny...
Ale nareszcie zrobila pod moją nieobecość wczoraj 2 wielkie kuuupy. Po pięciu dniach.Oczywiście nie bez medykamentów. A juz chcieliśmy do szpitala jechać.