Obecność uzasadniona - obiadek się pichci...
Chciałam cytować, ale nie da rady

musiałabym zacytować kilka ostatnich stron...
Spróbuję inaczej...
W sprawie prezentów nie dodam już nic odkrywczego, więc przemilczę.
Palenie - moja walka z M od ponad 8 lat... Skutek? Chyba oczywisty, skoro walka.
Nie pomaga nic: groźby, prośby, błagania, olewanie, argumenty - wszystko na nic.
Najpierw rzucał sam - dla mnie. Bez skutku. Studia go denerwowały, po studiach przymusowa praca w barze rodziców i atmosfera w domu. Po wyprowadzce rzucił fajki na 3 miesiące, potem wyjazd w delegację do Holandii i powrót do nałogu z... nudy. Kolejna próba rzucenia podparta oświadczynami (a ja durna się zgodziłam wierząc naiwnie, że mu się w końcu uda), ale stres związany z przygotowaniem wesela (większość załatwiałam SAMA) znowu był wymówką... I kolejne obiecanki: jak będziemy się starać o dzidzię, to wcześniej rzucę (min. rok, potem pół, w końcu tylko 3 miesiące - i tak nic z tego); zrozumiałam, że jak będę czekać z decyzją o dziecku na jego rzucenie palenia, to prędzej menopauzy doczekam (a w dodatku pracy znaleźć nie mogłam jako potencjalna przyszła matka), więc odpuściłam.
I tak po dziś dzień też leci z dymem co miesiąc pięć stów, albo i więcej. Tyle, że to kasa, którą zarobi dodatkowo w barze swoich rodziców (jego mama hojna jest, w paleniu synka też wspiera: "a masz synuś papieroski? bo jak nie, to sobie weź [z baru]"). A mnie durnej szkoda 230 zyla na porządne serum - nie pracuję, ale ostatnie 1,5 roku spędziłam za granicą, bynajmniej nie na wczasach...
Mój chłop durny, ale czasem myślę, że ja jeszcze durniejsza. NIe potrafię być egoistką, a by się prosiło. Tak jak któraś pisała - jakby nas było stać miesięcznie na rozwalenie 1000 zeta... Więc sobie żałuję, bo inaczej byśmy z torbami poszli. A zaraz to dziecku musiałabym jeszcze odjąć, a na to to już na pewno się nie zdobędę. Dlatego wcześniej pisałam, że mój to taki materialista, że się boi że dziecko to wydatki - strach go oblatuje, że mogę do jego "kieszonkowego" sięgnąć i biedactwo będzie musiało mniej palić. Duże dziecko - tak, tak - nie jedyne, jak widać.
Tyle mojego, że jedno jest jasne: w moim domu nigdy się nie paliło i palić się nie będzie - jak chce kopcić, to won na dwór albo do kotłowni. Tak samo jego znajomi (wszyscy palacze). Tylko jaki przykład da dziecku (bo w kolejne "terminy" już nie wierzę).
Manta ja bym na Twoim miejscu powiedziała, że JUŻ potrzebujesz tych pieniędzy na wyprawkę - przynajmniej połowę kasy (czyli chyba coś, co masz w planie na wieczór) i nie słów Ci potrzeba, ale czynów w postaci kasy. Ja miałam podobnie, jak były chudsze okresy finansowe, ale mój wtedy latał po prostu do mamusi, a ta go oczywiście sponsorowała. Więc nie wiem, ile moja rada warta...
Sprzątanie dalej czeka... W kwestii zmywania postanowiłam kupić zmywarkę (choć wcześniej byłam przeciwna), bo mój miał duże doświadczenie w zmywaniu naczyń. Ale tylko w barze - ja mu w domu nie płaciłam

. O tyle więc sprzątania mniej...
edit: Aha. Nie pytajcie też ile kasy poszło na nicoretty i tp. - jak nie ma chęci, to nic nie pomoże, a jak będzie wola, to droga też się znajdzie - w końcu tyle dziś środków do wyboru, z leczeniem u lekarza włącznie.