Ja też uwielbiam ogródek, ale bardziej rekreacyjnie. Do roboty się zbytnio nie palę.
Próbowałam kiedyś z Kajtkiem robić warzywnik, ale coś nam marnie wszystko wyrosło. Potem sadziliśmy zioła, ale pani, która przyszła plewić, wszystko nam powyrywała. Postanowiliśmy zatem posadzić pomidorki, ale nam chorowały. W następnym roku nastawiliśmy się na krzaczki owocowe, które niestety zostały doszczętnie objedzone przez jakieś robactwo. Ostała się jedynie jeżyna. Udają mi się tylko dynie na helloween. W tym roku, jesienią, powyrywaliśmy krzaczki i na ich miejsce wsadziliśmy drzewka owocowe. Zobaczymy w przyszłym roku, co z tego wyjdzie?
Mój mąż ma stanowczo lepszą rękę do roślin. Jak posadzi coś sobie, to mu zawsze wyrośnie. Na wiosnę planujemy pozmieniać rabatę z bylinami, bo zakladając ją odbiegliśmy nieco od projektu i niestety, efekt nie taki, jak zamierzaliśmy osiągnąć. Do tego dochodzi trawa, którą trzeba bez przerwy kosić i nawozić, ale on to lubi. Zna wszystkie (prawie) nazwy roślin, które mamy. I to nie tylko w wersji obiegowej, ale i łacińskiej.