• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Poronienie

Niestety poroniłam w 7tc. Na wizycie ginekologicznej przy bardzo wysokim poziomie bhcg lekarz widział sam pęcherzyk ciążowy, bez nawet pęcherzyka żółtkowego. Postawił diagnozę zatrzymanego poronienia, wystawił skierowanie do szpitala. W szpitalu inny lekarz, bardzo młody, potwierdził diagnozę. Miałam poronienie wywoływane tabletkami, podawano mi je dwukrotnie w odstępie 24 godzin a następnie wykonano zabieg łyżeczkowania. Jestem już w domu, ale nie mogę przestać rozmyślać i obwiniać się, że to wszystko to moja wina, że jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży to nie cieszyłam się tylko bałam, bo wykryto u mnie w tym samym czasie guza w piersi i czekała mnie biopsja, że stresowałam się pracą. Dodatkowo czuje się jak potwór, bo nie zdecydowałam się na zbieranie materiału poronnego i dręczą mnie wyrzuty sumienia, że być może w tym pęcherzyku był jakiś mikroskopijny zarodek, moje dziecko i zostało zutylizowane. Nie śpię, nie jem, nie mogę myśleć. Boje się, że skrzywdziłam to dziecko. I jeszcze dochodzą jakieś myśli, że może ci lekarze się mylili, że może należało zaczekać, że może wszystko potoczyłoby się inaczej gdybym puszka do innego lekarza. Jak wy sobie z tym poradziłyście, jak funkcjonuje od po czymś takim?
 
reklama
Niestety poroniłam w 7tc. Na wizycie ginekologicznej przy bardzo wysokim poziomie bhcg lekarz widział sam pęcherzyk ciążowy, bez nawet pęcherzyka żółtkowego. Postawił diagnozę zatrzymanego poronienia, wystawił skierowanie do szpitala. W szpitalu inny lekarz, bardzo młody, potwierdził diagnozę. Miałam poronienie wywoływane tabletkami, podawano mi je dwukrotnie w odstępie 24 godzin a następnie wykonano zabieg łyżeczkowania. Jestem już w domu, ale nie mogę przestać rozmyślać i obwiniać się, że to wszystko to moja wina, że jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży to nie cieszyłam się tylko bałam, bo wykryto u mnie w tym samym czasie guza w piersi i czekała mnie biopsja, że stresowałam się pracą. Dodatkowo czuje się jak potwór, bo nie zdecydowałam się na zbieranie materiału poronnego i dręczą mnie wyrzuty sumienia, że być może w tym pęcherzyku był jakiś mikroskopijny zarodek, moje dziecko i zostało zutylizowane. Nie śpię, nie jem, nie mogę myśleć. Boje się, że skrzywdziłam to dziecko. I jeszcze dochodzą jakieś myśli, że może ci lekarze się mylili, że może należało zaczekać, że może wszystko potoczyłoby się inaczej gdybym puszka do innego lekarza. Jak wy sobie z tym poradziłyście, jak funkcjonuje od po czymś takim?
Po kolei:
1. Żadna z tych rzeczy, o ktorych piszesz, brak radości, stres, guz, nie miały wpływu na rozwój ciąży.
2. Nie, nie było tam mikroskopijnego zarodka. To było puste jajo, zarodek się nie rozwinął.
3. Nie, w takiej sytuacji nie ma szans na pomyłkę lekarską. Oni naprawdŕ to sprawdzają. Miałaś betę 40tys. Zarodek powinno być widać przy 10tys. Jakbyś miała 10,5 tys to można by mieć wątpliwości. Ale nie przy 40tys.

Idź do psychologa. To pomoże. Najlepiej poszukaj kogoś, kto pracuje z kobietami w ciąży i po poronieniach. Możesz zapytać w szpitalu na oddziale czy mają kogoś i umówić się do tej osoby prywatnie.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry