[FONT="]Witam. Jestem żoną od ponad roku. BARDZO KOCHAM SWOJEGO MĘŻA. On jest miłością mojego życia. Poznaliśmy się kiedy miałam 11 lat. To było jak grom z jasnego nieba. Nie było dnia, godziny żebym o nim nie myślała. Zawsze mieliśmy ze sobą kontakt. Na bieżąco wiedziałam co się dzieje w jego życiu i wzajemnie. Przez te lata on spotykal się z wieloma dziewczynami. Ja mialam jednego poważnego mężczyzne, bylam z nim ponad 4 lata. Przyszedł jednak czas ze musiałam zdecydować „który?” Wybór był oczywisty choć decyzja trudna do podjecia, przede wszystkim ze względu na to ze Były bardzo mnie kochał i traktowal jak księżniczke. nie chciałam go ranic, jednak miłość to miłość. takiej zycze każdemu. Spotykaliśmy się z moim ukochanym nie caly rok czasu po czym oświadczył mi się. Bylam najszcześliwsza osoba na ziemi. (przy oświadczynach pierwszy raz powiedział ze mnie kocha). po paru miesiącach wzięliśmy slub. niczego nam nie brakowalo i nadal nie brakuje w sensie materialnym. Mój mąż jest inteligentny, mądry, zaradny życiowo i do tego niesamowicie przystojny. Ja znam swoja wartość i mysle ze w niczym mu nie odbiegam. On jest spod znaku strzelca a ja byka. Jest niezwykle pewnym siebie człowiekiem, mogę nawet stwierdzic ze upartym jak cholera. Nie mamy dzieci. On by już chciał, ja rozwniez chciałabym mieć duza rodzine, lecz aktualnie koncze studia prawnicze i chciałabym kiedys pracowac w zawodzie, a być może orientujecie się ze czeka mnie jeszcze pare lat nauki. jakkolwiek nie wykluczam powiekszenia rodziny w najbliższym czasie. Jednak od dosc dawna, właściwie od początku małżeństwa klocimy się z nasileniem w ostatnim czasie. Mam za zle męzowi ze kiedy jesteśmy w towarzystwie innych ludzi jego uwaga skupia się na innych… kobietach. zachowuje się jakby był sam. Kiedy jesteśmy na dyskotece, weselu itp. on chce tanczyc z innymi kobietami, nie tyle zupełnie obcymi ale ze wszystkimi z grona znajomych. Potrafi zostawic mnie sama przy stoliku i pojsc wypic drinka z innymi. Kiedy jesteśmy na kreglach wypatruje dziewczyne siedzaca naprzeciwko i idzie grac wtedy kiedy ona, rozmawiając z nia w miedzy czasie. Ja widze w jego zachowaniu ze on chce tego i dlatego to robi. nie posadzam go o zdradę fizyczna. ale czuje się jakbym była zdradzana. ponadto mój maz nie może powstrzymac się od oglądania filmow pornograficznych. ostatnio przed snem chciałam się z nim kochac ale powiedział ze jest zmeczony. nastepnego dnia z rana wstal 15 min wczesniej ( o 5.45 !) niż ja – bo zwykle wstaje ze zrobic mu sniadanie- i masturbowal się przy filmie. kiedy weszłam do salonu stanęłam jak wryta pomimo ze wczesniej takie akcje tez mialy miejsce. Rozmawiałam z nim już tysiące razy, prosilam, tłumaczyłam ze mnie to rani, ze jest przykro, ze czuje się zdradzana, ze nie czuje ze jest ze mna. Jego zdanie jest takie ze nic się nie dzieje, ze ona taki jest i ze ja probuje go zmieniac, ustawiac. Ja już jestem przewrazliona na tym punkcie. Boje się wychodzic gdzies sama bo wiem co on będzie robil w domu, boje się isc na impreze bo wiem co on będzie robil. klocimy się już do tego stopnia ze dochodzi do rękoczynów, tyle ze wiadomo ze on jest silniejszy… był czas ze w klotni sięgał po alkohol ale na szczescie rodzice pomogli, zareagowali. wczoraj wrócił do domu z pracy tak zdenerwowany ze zaczal wykrzykiwac żebym „wypierdalala”, ze jeśli się nie zmienie to mnie zostawi. dzien wczesniej wróciłam z pogrzebu dziadka i jak weszłam do domu po dwóch nocach w pociągu i zobaczyłam puszki po piwie, niezjedzone jedzenie które mu szykowałam, i po tym jak się ze mna nie przywital, zdenerwowałam się. bylam po prostu nie w humorze caly dzien choc się z nim nie kłóciłam. wiem ze ja potrafie go sprowokowc, jestem juz bardzo znerwicowana. wiem ze czasami wybucham, może nie ma az takich wielkich problemów. wiem ze ludzi dotykaja ogromne tragedie. ale ja nie mogę sobie z tym poradzic. nie czuje się szanowana, kochana. nie mogę tego znieść bo cale moje zycie jest podporządkowane pod niego, śniadanka, obiady kolacje, sprzątanie ( to sa moje obowiązki), on pracuje. zarzuca mi ze tak ciezko haruje żeby nam się dobrze wiodlo a ja tego nie doceniam i tylko wymyślam nowe problemy. aha ale mój maz czasami mowi ze mnie kocha- choc nie sam z siebie i rzadko- ale już się nie „czepiam”. nie wiem co robic. czy ja za duzo wymagam?, naprawde się czepiam?. potrzebuje obiektywnej oceny.pomóżcie.[/FONT]
