KarolinaDD
Fanka BB :)
pewnie już jwst za późno i tak, skoro ten test w szpitalu wyszedł negatywny. Ale progesteron nie zaszkodzi, to będę brałaJedynym wyjściem w twoim przypadku jest zaufanie lekarzowi i trzymania sie jego wytycznych.
Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij
pewnie już jwst za późno i tak, skoro ten test w szpitalu wyszedł negatywny. Ale progesteron nie zaszkodzi, to będę brałaJedynym wyjściem w twoim przypadku jest zaufanie lekarzowi i trzymania sie jego wytycznych.
Eh w kraju w którym mieszkam jest dokładnie tak samo. Żadnych badań na początku ciąży. Co prawda mam numer do położnej i gdyby coś się działo to mogę dzwonić o każdej godzinie. Nie myślałaś o wyjeździe do Polski na kilka tygodni aż sytuacja się uspokoi?w Niemczech bety się nie bada. U lekarza byłam dwa dni z rzędu. W Niemczech ogólnie ciąża do któregoś tam tygodnia traktowana jest luźno, „zawsze można poronic” a na badania wysyłają po 5-6 poronieniu. Badania po pierwszej stracie robiłam na własna rękę w Polsce. Tutaj obawiam się ze w szpitalu mnie odeślą do lekarza. Mąż dzwonił na izbę do szpitala położniczego, powiedzieli ze w moim przypadku na tak wczesnym etapie to do swojego lekarza prowadzącego. Nikt mi nie może pomoc. Pisze na forum, bo mam taka potrzebę. Jakbyście nie były mi potrzebne to bym nie pisała. Jakby lekarze mi pomogli to bym nawet nie miała po co pisać. To nie jest wszystko takie łatwe. Nie mogę sobie od tak jechać do polski bo jak wszyscy wiedza w Polsce lekarze są mądrzejsi i inaczej traktuje się ciąże. Jakbym mogła to bym zrobiła wszystko. Niestety jestem na tyle bezradna, i na tyle zdesperowana ze pisze tutaj.
przy następnej ciąży na pewno tak zrobięEh w kraju w którym mieszkam jest dokładnie tak samo. Żadnych badań na początku ciąży. Co prawda mam numer do położnej i gdyby coś się działo to mogę dzwonić o każdej godzinie. Nie myślałaś o wyjeździe do Polski na kilka tygodni aż sytuacja się uspokoi?
za pare dni mam przyjęć na kontrole i lekarz powiedział ze mam wziąć wszystkie swoje badania, i jeżeli dojdzie do poronienia to ustalimy plan działania na kolejna ciąże. Wiec kestem ciekawa jakie ma pomysły.Eh w kraju w którym mieszkam jest dokładnie tak samo. Żadnych badań na początku ciąży. Co prawda mam numer do położnej i gdyby coś się działo to mogę dzwonić o każdej godzinie. Nie myślałaś o wyjeździe do Polski na kilka tygodni aż sytuacja się uspokoi?
Trzymam kciuki aby nie doszło do poronienia. Jesteś jeszcze młodziutka. Wszystko się ułoży.za pare dni mam przyjęć na kontrole i lekarz powiedział ze mam wziąć wszystkie swoje badania, i jeżeli dojdzie do poronienia to ustalimy plan działania na kolejna ciąże. Wiec kestem ciekawa jakie ma pomysły.
No stres generanie nie pomaga.Od tego wszystkiego bardzo osowiały mi włosy. Mam 24 lata w tym roku, a chyba muszę zacząć się farbować. Stres okropnie wyjada od środka. Moj lekarz chciał mi przepisać lekkie antydepresanty, jednak to nie możliwe podczas starań o dziecko.może to wszystko tez się dzieje przez moja psychikę ? Jest to wgl możliwe ?
oczywiście, masz racje. Staram się nie przywiązywać tak szybko, ale to jest silniejsze ode mnie. Mam już synka i tak jakby wiem co tracę, wiem ze z tego małego pęcherzyka na usg wyrósł moj śliczny wymarzony chłopczyk. I chcąc nie chcąc myśle o tych stratach jako o straconych dzieciach. A co do psychologa to były podejścia, kilka umówionych wizyt… ale nie potrafię się przełamać, ciężko to wytłumaczyć, nie umiem tego wytłumaczyć nawet mężowi. Mam jakaś taka blokadę i tyle. Wole się wygadać tam gdzie mnie nikt nie widzi i nie zna.No stres generanie nie pomaga.
Myślałaś o jakimś psychologu? Spotkaniach z terapeutą?
Wbrew pozorom moim zdaniem to podejście takie lekko olewające na początku ciąży akurat jest dobre. Bo teraz masz tak, że Ty się nakręcasz zamiast się uspokoić. I ja wiem, że sytuacja trudna, przeszłam, ale jak sama nabierzesz takiego lekkiego podejścia, to będzie Ci łatwiej. Nie chodzi o to, żeby olewać, ale po pierwsze nie trzaskać nie wiadomo ile testów ciążowych, po drugie brać to, co lekarz kazał brać, a o ciąży myśleć jak serduszko będzie. Dopóki serduszka nie ma, to może się zdarzyć wszystko. Więc się nie przywiązywać.
Trudne, ale uwalniające psychikę.
Ależ nikt nie mówi, że nie możesz traktować straconych ciąż jako straconych dzieci. Absolutnie nie o to chodzi. Chodzi o mniej stresu na początkowym etapie.oczywiście, masz racje. Staram się nie przywiązywać tak szybko, ale to jest silniejsze ode mnie. Mam już synka i tak jakby wiem co tracę, wiem ze z tego małego pęcherzyka na usg wyrósł moj śliczny wymarzony chłopczyk. I chcąc nie chcąc myśle o tych stratach jako o straconych dzieciach. A co do psychologa to były podejścia, kilka umówionych wizyt… ale nie potrafię się przełamać, ciężko to wytłumaczyć, nie umiem tego wytłumaczyć nawet mężowi. Mam jakaś taka blokadę i tyle. Wole się wygadać tam gdzie mnie nikt nie widzi i nie zna.![]()