Cześć, jestem tu nowa. Mam pytanie do Was czy powinnam już odpuścić, czy może jakies szanse widzicie. Moja miesiaczka powinna pojawić się 21.03 do tej pory jej nie mam, objawów jakichkolwiek też, jedynie dzisiaj wstałam sama z siebie wcześniej, a to mi się raczej nie zdarza i czuje, że temperaturę mam podwyższona, jest mi duszno, a przeważnie rano marznę. Podejrzewam, że owulacja w tym miesiącu mi się przesunęła, bo 14.03 miałam jednodniowe klucie jajnikow I bardzo duża ilość śluzu, na drugi dzień został tylko sluz i czułam się świetnie, więc miesiaczka po przesunięciu owulacji powinna się pojawić 28-29.03, dzisiaj robiłam test I wyszedł negatywny. Myślicie że to wiarygodny , czy 9 dni po owulacji to za szybko. Oczywiście współżyłam z mężem w dniach okolo owulacyjnych. I pytam, bo jeżeli nie ma szans, to wolę to usłyszeć od kogoś innego, żeby oczyścić sobie głowę, nie wiem czy mnie rozumiecie, ale jestem z tych dziewczyn co od pół roku czeka na dwie kreseczki i ich nie widzi. A nawet jak dzisiaj zobaczyłam negatywny test, to dalej mam nadzieję i myślę sobie "może za wcześnie zrobiłam". Może Waszym zdaniem powinnam już przekreślić ten cykl?