Kochane, ja to chba jakimś ewenementem jestem ( w sensie in minus) :-(
Przed ciążą ważyłam +/- 55kg - prowadziłam mało ustabilizowany tryb życia jeśli chodzi o jedzenie. I tak do tych 55 dobiłam po męczarniach - wcześniej przechodziłam mocny atak bakterii helicobacter pylori. Moją teoretycznie prawidłową wagą jest ok. 57-58kg. W trakcie ciąży zaczęłam tyć - choć nie jadłam olbrzymich ilości, ustabilizowałam jedynie posiłki, starałam się pilnować pór i tak dalej. Teraz ważę ok 69kg i choć nie widać tego tak bardzo bo jestem wysoka to czuję się z tym fatalnie. Na każdej wizycie pytam ginki czy coś nie tak (bo dużo się naczytałam na temat tego, że nadmierny skok wagi nie jest dobry) ale wyniki mówią, że wszystko ok. Ginka powiedziała, że czasem tak jest, że organizm najpierw "dobija" do swojej optymalnej wagi więc patrząc na to przytyłam "jedynie" 10kg co i tak wśród Was i wg mnie jest jakimś smutnym rekordem. Nie mam jakichś szczególnych zachcianek, jem dużo owoców, piję trochę mało wody - nie wiem już sama co mam zrobić a bezwzględnie ograniczać jedzenia nie chcę bo przecież nie o to chodzi żeby łazić głodnym... dodam, że biorę zwiększoną dawkę Surbifer Dulures (żelazo) i ginka powiedziała, że mój organizm może też tak na to reagować. Teraz to się ustabilizowało w miarę, najgorsza była końcówka pierwszego trymestru...