Dzis juz bylo ciut lepiej, bo Pawel zasnal 20.45 i obudzil mnie o 5.50, gadaniem. Mysle, ze juz z jakies pol godziny nie spal, ale poniewaz ja bylam po ostatnich nockach po prostu zgonm, to tak mocno spalam, ze nie slyszalam, jak sie przewalal. W kazdym razie nie spal do 7dmej (a widzialam, ze jeszcze chce), o 7dmej dopil mleko i kimnelismy do 8.45 :-) Zatem ja dzis nawet na oczy widze, a i Pawel w niezlym nastroju.
Roxi - podziwiam Cie, ze po podobnych przejsciach z Patrykiem, jeszcze szlas do pracy. Ja dziekuje opatrznosci, ze nie musze teraz pracowac, nie wiem, jak bysmy wszyscy wtedy funkcjonowali. Teraz to jeszcze moge sie kimnac w dzien z Pawlem, jak juz padam na twarz, a przede wszystkim, nie trzeba sie rano nigdzie spieszyc...