Witam z rana
U nas wczoraj byla chlapa, ale i tak nie dałam się. Mąż pomalował sypialnię na żółciutko, słonecznie, ja kupiłam kilka primulek i wsadziłam do koszyka na parapet, uśmiechają się do kuchni. Dzisiaj jest tak sobie, jeszcze nie pada. Chciałabym do kościólka po Polsku, ale pewnie nic z tego, i będzie po angielsku.
Natt, współczuję ci nocki, mam nadzieje że pies się wyliże ze wszystkiego. Sama chciałabym mieć psa, albo kota, tye że nie mamy na to warunków. A to przecież jest obowiązek przy zwierzaku, trzeba mu wszystko zapewnić.
Deli moje małe też bardzo aktywne nie jest, czuję je może raz czy dwa razy na dzień, tyle że ja bardzo panikuję jak tylko nie czuję ruchów, nasz Sławuś przestał sie pod koniec ruszać. Oj ciężko mi nie mieć strachów. A jesze przeczytałam że stres podnosi cukier, i kolejna rzecz wzięłam sobie do głowy, stresuję się że sie stresuję...ale muszę to przetrwać.
Włacza mi sie instynkt macieżyński! Obiecałam sobie że nie będę się angażować za wiele,na wszelki wypadek, żeby w razie czego mniej cierpieć, ale się nie da! Już wertuję strony z wózeczkami, ciuszkami itp.
Tylko sny mam straszne, martwe zwierzęta, nawet mój mąz nie żył.
Miałam iść do psychologa, miala do mnie zadzwonić i nic. Na szczęście jak tu z wami jestem to jest mi łatwiej.
Kasiu, przykro mi powodu twojego męża, moja przyjaciółka też to przechodziła, w końcu spakowala siebie i dzieci i odeszła. Do kobiety....