goscha, u mnie tak samo:-) M nastawia budzik, podaje mi mała, przystawia bo na leżąco trudniej jej się przyssać, potem odnosi i jeszcze oklepie do beknięcia jak trzeba. Nie rozumiem czemu tylko ja mam chodzić jak zombie, opieka nad dzieckiem to praca, jeszcze muszę ugotować, uczyć się, przystawiać do karmienia 15 razy dziennie. Poza tym niech tworzy więź z córka, nawet jej jeszcze nie kąpałam, bo to jego działka nawet do łazienki nie wchodzę,potem ją "oporządza" tylko srom przemywam ja, bo to go trochę peszy:-)

że Laura była butelkowa, to cała nocna opieka była męża, jemu to raz dwa karmienie wychodziło, 20minut i dziecko zjadło, przewinięte, odbite szło spać 


