Jezu, co tam się dzieje na tym wątku szpitalnym. A ja myślałam że u nas cisza i spokój ogólnie. Kciuki mocne za Dzag
Ale naskrobałyście od wczoraj. Nie mam jak nadrobić. Moja przyjaciółka rodziła od 5 rano do 21:30. Urodziła SN, ale trafiła jej się opcja najgorsza jak to powiedziała położna - odeszły wody, ale nie było skurczy ani rozwierania szyjki. Po podaniu oksytocyny, zaczęły się skurcze i to mocne, ale szyjka dalej prawie w miejscu. Jakieś 0,5 cm na dwie godziny. Także się strasznie dziewczyna namęczyła. Po 12 godzinach podali jej w końcu znieczulenie (był jeden anestazjolog na cały szpital, na wszystkie zabiegi i wszystkie cesarki, więc czekała i błagała o znieczulenie przez 5 godzin), ale podał jej tylko połowiczną dawkę ze względu na niskie płytki. Znieczulenie działało 2 godziny, potem nie mogła już dostać nowej dawki. Ale trochę odpoczęła. Potem jeszcze kilka godzin i w końcu urodziła. Syn 57cm, 4kilo. Wiec nie mały :-) Byłam u niej w szpitalu, wykończona, ale uśmiechnięta, szczęśliwa ogólnie w dobrej formie. Mały boski. Ja zaryczana oczywiście z emocji. Teraz mam dużo pracy, odezwę się pewnie wieczorem.