Follow along with the video below to see how to install our site as a web app on your home screen.
Notka: This feature may not be available in some browsers.
no przestan to na pewno nie bylo po wczorajszej jednej mandarynce! moja ostatnio tez ma takie dziwne napady. moze cos sie przysnilo, cos przypomnialo, moze cos zaszczypalo, cos uwieralo, a moze mozg sie rozwija i glowka boliNo może tak, wczoraj zjadłam mandarynkę i się już zdążyłam ucieszyć że wszystko jest ok. Od 19 do 19:30 bawiliśmy się na łóżku było fikanie na golaska, potem kąpiel, mleczko, przytulanki i normalnie o 20 usnął bez problemów. Więc może faktycznie jakiś wyskok.
moje koty molestuja choinki, obrazy, kwiaty (zostal jeden zywy tylko->kwiat nie kotA my nie mamy choinki, my mamy koty![]()
Wiedząc, że zamierzamy spędzić z Lilą trochę czasu po południu poza domem, odpuściłam sobie zwyczajowy codzienny spacer,żeby jej nie wyziębić (nie wiem, czy to dobra filozofia :/). Niestety z tego powodu w ciągu dnia mało spała, bo uciekła jej drzemka, którą ma podczas spacerów. Jedynie zdrzemnęła się w okolicy 11:30-12. No i po 16:30 pojechaliśmy do miasta, zaparkowaliśmy w galerii i postanowiliśmy już dojść stamtąd na rynek. Jak już wychodziliśmy z przejścia podziemnego, w którym niestety śmierdziało papierosami i waliło takie nieprzyjemne światło, Lila zaczęła płakać. Ale z taką złością, że szkoda gadać. I tak nam płakała przez część drogi na rynek. W drodze zatrzymaliśmy się, M wziął ją na ręce, by się uspokoiła, ale nic z tego. Płakała, krzyczała, była zła ewidentnie. Nie dała się uspokoić. W końcu stwierdziliśmy, że musimy wrócić. Strasznie ta sytuacja mnie zestresowała, bo idąc na rynek, dziecko płacze, ludzie się patrzą, no jakaś masakra.Ale to też nie koniec. W drodze z rynku do auta, w aucie aż do stacji ryk taki sam, smoczek nawet nie pomagał. Zatrzymaliśmy się na stacji i nakarmiłam ją - wtedy się uspokoiła i dość sporo zjadła. A potem dalej ryk... Uspokoiła się dopiero po paru-parunastu minutach, jak już jechaliśmy. Ale... o co jej chodziło? Najgorsze jest to, że nie znam przyczyny tego zachowania. Może przegięłam z ubraniem jej na wyjście do miasta - mogło jej być za gorąco. Ale czy by aż tak płakała? Czy to ze zmęczenia, że tak mało spała w ciągu dnia i miała za dużo bodźców? Czy wyczuła, że stresuje mnie ten wyjazd z nią (że się obawiam, jak to wszystko wytrzyma) i stąd płacz? Kurcze... nie wiem... Ale już byłam po prostu zła na to jej płakanie, bo prostu już byłam wkurzona. Chcieliśmy miło z nią spędzić czas i kompletnie nam się nie udało. A ja się zastanawiam, co zrobiłam nie tak... Może coś przeoczyłam... Czy Wy jesteście za każdym razem w stanie zrozumieć przyczynę płaczu Waszych dzieci? Mnie frustruje to, że ja nie. I, że Lila ostatnio jest dość nieprzewidywalna w swoich reakcjach. Po powrocie ze szpitala nic jej nie przeszkadzało, ani hałas, ani nasze głosy. Spała bez problemu, jak jedliśmy obiad, gadaliśmy itp. A teraz zrobiła się znacznie bardziej wyczulona. Myślicie, że to przez to, że jest głównie ze mną i od południa z M w domu, mały ma kontakt z innymi ludźmi i że my wyrobiłyśmy już sobie rytm, do którego przywykła i który jak się zmienia doprowadza ją do szału? Jak myślicie? Co mogłabym zrobić, by pomóc jej w przyzwyczajaniu się do zmian? Czy po prostu muszę to przeczekać? Bo mam nadzieję, że tak wiecznie nie będzie...