Dziewczyny, wróciłam i padam więc nadrobię Was o poranku. Na szybko zdam Wam relację.
Pojechałam na "słynną" Żelazną (jak to któraś z Was kiedyś ujęła

). Miałam bardzo niskie ciśnienie i rzeczywiście się odwodniłam, ale nie dostałam kroplówki, bo byłam nawet w stanie już coś sama o własnych siłach łyknąć. Lekarka powiedziała, że wymioty, do których dochodzi sraka (niestety tak już miałam) są bardzo niebezpieczne. Mam skierowanie na badania, bo podejrzewa coś z tarczycą. Nigdy nie miałam problemów z tarczycą, ale podobno w ciąży od hormonów bardzo często coś się robi, szczególnie gdy dochodzą wymioty góra-dół. Zmieniła mi duphaston na luteinę, bo podobno duphaston potęguje wymioty (już to kiedyś też słyszałam). Powiedziała, ze ogólnie słabo i że jeśli będę miała stan wymiotów góra-dół w takich ilościach to mam zawsze jechać na IP, bo to jest niebezpieczne. Poza tym dostałam od razu leki przeciwwymiotne i mi przeszło na tyle, że od razu pojechaliśmy do Maca na dwie porcje dużych frytek!!!! Jeju, ale pychota. Dawno nie jadłam czegoś tak pysznego

Jest lepiej Dziewczyny. Dzięki za troskę i słowa wsparcia, bo naprawdę się w pewnym momencie wystraszyłam :* :* :* :*
W ogóle mam fajnego Męża i musiałam go tutaj pochwalić

Widziałam dzieciątko na USG już przez brzuch! Strasznie się wierciło! Chyba ma to po mnie

Jeju, tak mi się lepiej zrobiło i fizycznie i psychicznie. Wiem, ze pewnie rano znów będzie zwymiotowany koszmar, ale teraz się cieszę, że przez chwilę jest mi dobrze

i że zjadłam te okropne, niezdrowe fryty.
Zaczarowana pisałaś coś o doktorze Iwanie z Inflanckiej?! Trafiłam do niego na IP W 5tc z plamieniem. Jeju! To był koszmar a nie lekarz!!!! A to jakie bzdury mam od niego w wypisie to jest osobna historia
