Witam! :-)
Dziewczyny dziękuję Wam serdecznie za wszystkie miłe słowa i gratulacje

Jest mi tym bardziej miło, bo przecież za dużo się tu nie udzielałam.
Teraz trochę nadrobię i skrobnę co nieco na temat mojego wielkiego dnia ;-) Była odpowiedni wątek, ale ja chyba nie mam dostępu, więc napiszę tutaj a Natkusia jak się ogarnie najwyżej przeniesie.
Poród zaskoczył mnie w piatek poznym wieczorem (36t5d termin 4.08.). Tak jak za pierwszym razem odeszly mi wody. Delikatna panika, bo torby nie miałam spakowanej, nie wspominając o wyprawce. I nie miałam ani wyników GBSa, ani zrobionego usg z szacunkiem wagi, bo wiytę u gina miałam zaplanowaną na piątek.
W domu saczyło sie delikatnie. Chlusnelo dopiero w samochodzie. To wchodze mokra od pasa w dół na ip, a pani sie mnie pyta, czy mi wody odeszly... Pozniej badanie na fotelu (z tego wszystkiego usiadłam na samolot w ciuchach ) i usg. Na usg wyszlo, ze dziecie bedzie miało ok 2300 g. Lekka załamka. Ale lekarz wziął brzuch w ręce i ocenił, że powinno być większe.
Następnie poszliśmy na salę porodową. Kazali się przebrać i standardowo zaczęli od KTG. Było ok godz. 1. Zaczęły się skurcze, choć wg KTG bez szału. Rozwarcie ok 3 cm. W pewnym momecie pytam, czy mogę do wc (bynajmniej nie na siusiu). I wtedy się dowiedziałam, że z racji przedwczesnego porodu i tego, że główka nie jest przyparta lekarz zakazał wstawać i cokolwiek podawać! Miałam leżeć pod KTG conajmniej do godz. 3. I zdaniem położnej może być to dłuuuugi poród. Mówię więc do M, że jak chce to niech jedzie sobie po fajki i się przebrać i niech wróci po tej 3.
Zostałam sama, a skurcze coraz bardziej bolesne. Jednak jak można wstawać jest inaczej – można trochę pospacerować, pokucać, piłka, fotel itd. A leżąc na wznak to jest po prostu koszmar! Poprosiłam więc o zzo. Trochę to trwało, bo pielegniarka nie mogła dotrzeć. Później był jakiś problem z cewnikiem i musiał być zakładany dwa razy. Suma sumarum znieczulenie dostałam ok godz. 3.30. Położna mnie zbadała i okazało się, że jest już 7 cm! No to dzwonie do M (jak przyjechał do domu Zosia się obudziła i zasnął razem z nią), żeby mu powiedzieć, że jak chce być przy porodzie to musi się pospieszyć. Po chwili kolejne badanie i mówią, że już! M zdążył praktycznie w ostatniej chwili.
Niestety z racji wcześniactwa nie położyli mi jej na brzuchu i nie dostałam jej na sali porodowej, dopiero później. Ale na szczęście wszystko w porządku i dostała 9 pkt. (tylko kolor skóry był zły).
Ponieważ poród trwał ok 4 godz. i nie zostałam nacięta czułam się świetnie. Bez porównania z pierwszym razem.
Niestety znowu okazało się, że jest problem z karmieniem, i mała kiepsko przybierała na wadze. Ale dostałam leki, męczę cyce laktatorem i jest nadzieja na sukces (tylko żebym nie zapeszyła). Z tego powodu przetrzymali nas w szpitalu aż do środy. Ale wyłam z tego powodu!
Helenka jest póki co bardzo grzeczna (ciekawe, czy w ogóle taka jest, czy z racji tego, że wcześniak i jeszcze się rozkręci). Płacze praktycznie tylko o cyca i po kąpieli. Nocki oki – nawet za często się nie budzi. Jedzenie nadrabia w dzień.
Na wątku wizytowym była kiedyś dyskusja nt zzo. Ja sama byłam do niego sceptycznie nastawiona i przy pierwszym porodzie absolutnie nie brałam tego pod uwagę. Teraz sytuaja była całkiem inna i nie żałuję. Mówią, że zzo może spowolnić akcję. U mnie było wręcz przeciwnie. Położna twierdzi, że widocznie wszystko (i ja sama również ;-)) się rozluźniło i dlatego poszło do przodu.
Madison podczytywałam Twoje wcześniejsze posty i powiem Ci (choć mój przypadek nie może się oczywiście równać z Twoim), że doskonale Cię rozumiem. Też miałam do siebie żal, że nie podołałam i nie donosiłam... Strasznie się bałam, czy z małą będzie wszystko ok. Na szczęście mała zdrowa i wierzę, że Twoje dziewczynki też będą w 100% zdrowe!
