A mnie męczy wdzystko jakby po.tym szpitalu mi cala energia i fizyczna i psychiczna stanęła i poszła gdzieś daleko...
Z moim się poklucilam..... I ryczec mi się chce....gdy siedzę na dupie bo nie mogę już nic robić dopiero zauważam brak osoby bliskiej... Jest ale jej nie ma....niby robi i pomaga a nie pomaga....
Brak wsparcia, miłości, oparcia na silnym ramieniu..Zauważam rzeczy na które wcześniej nie miałam czasu i w sumie nie chciałam widzieć że coś nie tak.... Ah wyzalilam się.....
No to mi się zaczęły humory.... Zamiast się cieszyć że Wszytko dobrze to ja pewnie wymyslam i szukam dziury w całym..... Nie! No przecież szukam męża.....troskliwego czułego i nie takiego uczuciowego suchara....