Cześć... U mnie standardowo humor do niczego. Ten tydzień dobry do rodzenia, bo mama i jej A. pracują na popołudnie, więc w razie czego A. nie będzie niewyspany jakbyśmy zadzwonili do nich w nocy (jest kierowcą autobusu i czasem wstaje do pracy o 3 rano). Ale mój dzieciak na świat się nie pcha, czym mnie do szału doprowadza. M. też zniecierpliwiony... Jutro idę na ktg to zobaczymy jak tam tętno i czekamy dalej... Po nocach mi się poród czy odejście wód śni, a tu nic!!!
Jeszcze teściowa w sobotę dzwoni jak się czuję (wrrr) i pyta, czy na rower mogą iść i że w razie czego mam dzwonić!! Hmm to że M. na uczelni nie znaczy, że do niego bym nie zadzwoniła, a zresztą jak coś to do mamy bym dzwoniła najpierw... Ta nadgorliwość mnie wkurza okrutnie, dziś M. zawiezie sam do nich Nelę jak będziemy szli na szkołę rodzenia, bo nie mam ochoty po raz milionowy mówić, że czuję się źle!!!
Dobra, pomarudziłam, więc teraz znikam. Może lepiej nie będę się pojawiać dopóki nie urodzę. Miłego dnia.