tak tak kobietki
teraz już pora na nas
buziaki
Odpoczywaj po takim ciężkim dniu, wyspania się życzę :*
No to zostałam sama :-/
To sobie sama napiszę, jak wiecie mam strasznego teścia, czasem pod względem jego zachowania. Po dłuższym okresie gdzie był naprawdę znośny, już zaczyna się równia pochyła. Już zaczyna marudzić, że remont się przedłuża, że czemu ekipa nie pracuje, bo on nie rozumie czemu tyle czasu na to idzie i czemu oni już chcą połowę zapłaty. Oczywiście tłumaczenia nic nie dadzą, on dalej swoje, jakby w ogóle nic się do niego nie mówiło.
Ma zakaz mycia naczyń, teraz mamy utrudnione, bo tylko zimna woda w kranie, więc musimy podgrzewać wodę i tak jechać. I naczynie myje się hurtowo na koniec dnia, a nie daj Boże jak parę naczyń zostanie w zlewie na drugi dzień (gdzie nic by się im nie stało i nie zarosłyby grzybem totalnym), to nie dość, że wstanie po 6 hałasuje w kuchni to jeszcze zmywa te naczynia. Ledwo lewą ręką operuje, ślepy jak kret bo okulary to jeszcze za mycie się zabiera. I on też nie chce zrozumieć, że mu sanepid nie przyjdzie sprawdzać stanu czystości kuchni. Mój mi dziś powiedział, że ojciec podgrzał wodę po pierogach i chciał nią naczynia myć! Dobrze, że mój go przyuważył, to go zje bał jak stąd do Chin. A ten bo on tak robił. Ale, że potruć się możemy wszyscy też nie zrozumiał. W poniedziałek też oboje z moim się narobiliśmy, on latał załatwiał sprawy w związku z remontem i po sklepach jeszcze, a ja się masakrycznie nastałam w kuchni przy robieniu obiadu. Akurat przyjechał gościu odkupić od nas zestaw wypoczynkowy, rzeczy z foteli i sofy zostały wyciągnięte i postawione na stole. Mieliśmy zająć się tym później. Zjedliśmy wszyscy obiad, gdzie teść dostaje zawsze wcześniej. Ja ze swoim umęczeni, nogi i kręgosłup do dupy mi wchodzą a my słyszymy jak ojciec się krząta. Mówię do swojego idź sprawdź co ojciec robi, bo jak coś przy tych rzeczach to idź patrz czy czegoś znowu nie bunkruje.
Poszedł, nie wraca dłuższą chwilę, wychodzę z pokoju i widzę mojego jak wyrzuca papiery do worka, widzę że wściekły. Powiedział, że ojciec już się oburzył bo śmieci śmieci. Noż się tak wkurzyłam, że sama zaczęłam gestykulować w stronę teścia, a ten bo późno bo trzeba wyrzucić. Odwróciłam się do swojego i powiedziałam, przekaż ojcu, żeśmy oboje się narobili dziś, chcieliśmy po obiedzie odpocząć chwilę i później się zająć porządkowaniem, a on jak siedział cały dzień na dupie to jemu to może i przeszkadza, ale my jesteśmy urobieni i w końcu jak mój wymigał ojcu, żeby dał nam odpocząć, że mnie piekielnie bolą plecy i nogi to się uspokoił i wyszedł do znajomego.
No i doszło do momentu załamania mojego. Dwa dni temu wyżalił mi się, że już z ojcem wytrzymać nie może, bo ma swoje dziwne widzimisia i jest okropnie egoistyczny, poza czubkiem swojego nosa nic nie widzi, mnóstwo oczekuje od innych a od siebie samego nic.
Teraz rozumiem postawę mojej szwagierki, że tak rzadko z własnym ojcem się widuje. Powiedziałam, żeby jak coś tłumaczył, że przez takie zachowanie zostanie niedługo sam i nikt mu nie pomoże, a opiekę musi mieć, albo że po prostu oddamy go do domu starców, to tam będzie usługiwany przez 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu. I powiedziałam, żeby tłumaczył ojcu, że jego żona, czyli teściowa z góry patrzy na niego i w grobie się przewraca. Żałuje, że teściowa nie żyje, bo teścia do pionu szybko by ustawiła.
Nic z tłumaczenia nie dociera, nic nie dociera z wniosków jak ewidentnie widzi, że coś się nie da i nie wychodzi nic. Wszystkiemu winna jest teścia matka i choroba, która dopadła teścia w tamtym roku. Matka go chowała tak, że uważa się za kalekę i wszystko robi powierzchownie, że ma wszystko najtańsze, najgorsze buble kupować, że robić tak a nie tak pewne rzeczy.
Do choroby znośny był, po udarze koniec. Takiego egoisty zapatrzonego w siebie i własne potrzeby nigdy nie spotkałam.
To pikuś, bo wiecznie zdenerwowany, bo tyle idzie pieniędzy na jedzenie jak ja ustalam menu (ba na 2-4 dni!), ale już jest dobrze jak on kupi gotowe ***** do odgrzania w mikrofalówce... Tłumaczymy też nie jeść ma słodkiego, ścisła dieta, to po 2 latach koniec z cukrzycą i zastrzykami..i co? Słodkie napoje nadal kupuje, bunkruje czekoladę, wafelki i inne słodycze po szafkach...
Nawet raz się przyczepił do mnie, że ja z nim nie gadam! Na co mój walnął przysłowiowego lola i spytał w jaki sposób ja mam z ojcem gadać jak ledwie parę słówek z migowego potrafię pokazać.... (typu liczba, kawa, herbata, praca)
Syf zostawia wszędzie tam gdzie jest, nie spuszcza czasem wody w toalecie, harczy tak na splunięcie śliny, nie wiem jak to nazwać, ale tak kilkanaście razy na dzień, co brzmi obrzydliwie, pierdzi przy nas i nie zważa, że ktoś obcy jest w domu, pierdzi mimo to, a myśmy zwracali uwagę non stop, robi taki burdel na stole w pokoju dużym gdzie zazwyczaj siedzi, że serwetka biała, mieni się kolorami tęczy, stół się kleił tak samo dziwnym trafem dywan też. Pierze tylko w programie 30 minut, pralka do dupy to w ogóle źle pierze, raz wyprał mi białe rzeczy moje z czarnymi, także wyciągałam szare...
Czasem jest okropnie nie do wytrzymania i nie wiem czy przypadkiem pomysł z domem starców nie byłby pomysłem głupim, bo nie wiem czy jak się dziecko urodzi damy sobie z nim radę a szwagierka go do siebie nie weźmie, bo między innymi dlatego z domu się wyprowadziła...
I ja się zastanawiam, skąd ja biorę siłę na walkę z nim? Nie mam zielonego pojęcia, ale szczerze powiedziawszy zobaczywszy totalnie wkurzonego mojego lubego na ojca ostatnio zaliczam pod dobry znak, duży krok do przodu.
Idę sobie już, bo znowu tworzę książkę na bb

No ale wy za to między innymi mnie kochacie XD
Buziaki :*