O urodzinach mi nie mówcie, bo już sama nie wiem, czy jestem przewrażliwiona czy co... Przyjechaliśmy, daliśmy prezent, gość mi się pyta, czy chce ogórka, ja do mojego w żartach dalej, żeby mu powiedział, żeby lepiej o ogórkach się do mnie nie odzywał... No i luz. Podeszliśmy do towarzystwa, przedstawiamy się, a ten do tych kolegów: "A do Kasi dziś się nie odzywamy". Może to był żart, ale w bardzo złym guście, zabrałam się do auta i tyle mnie widzieli. Po godzinie mąż mnie namówił, bym przyszła. I w sumie cała impreza fajna, jeśli wyciąć tego kolegę, ale ignorowanie mi się włączyło... A na koniec mówimy, że się zbieramy, a ten, że no jeszcze jest to no.. i trzeba pomóc (trzymał w ręku żołądkową).. Ja ze śmiechem się pytam, czy ma mu pomóc w czytaniu, bo w piciu to nie, szczególnie, że idziemy. Ten dalej, że nigdzie nie idziemy, bo wódeczka... Na co ja już powaznie, że wychodzimy. No to usłyszałam. "Nie, ty idziesz, on zostaje". Słowo, że poczułam się wyrzucona. Może jestem przewrażliwiona, ale w moim świecie nawet pijani tak nie mówią. A jak pijany tak mówi, znaczy, ze tak myśli, znaczy, że jestem nie do końca mile widziana. no to się wygadałam...
Dziurka, bardzo dziwne te Twoje objawy... Oby nic poważnego.
Mijenka, szkoda, że mieszkasz tak daleko, zostałabyś moją nadworną fryzjerką na zastępstwo za panią Anię
