Czarni u mnie na pokładzie też jest bunt, i to jaki!! momentami jestem w takim szoku, bo był spokój, czasem się buntował ale to bardziej dla jaj i śmiechu niż na poważnie, a teraz? chcesz jesc? nie. podnieś to-nie. daj ręke-nie. a jak ja mu czegoś odmówie, o losie, zaczęłam go sadzać za kare na pufkę która stoi w kącie, o jaka bieda jest, wyje jak syrena. albo jak juz mu włącze bajke a on sobie gdzies idzie i robi co innego, wtedy ja bajke wyłączam to szybko przybiega i awantura, spać-nie. założyć majtki-nie. idziemy na dwór, chodź się ubrać-nie, chcesz isc na dwor? tak, to chodz założe Ci buty-nie, to zostajemy-nie! musze byc bardzij stanowcza bo niedługo oszaleje, mąż pracuje to jeszcze go znosi, ale ja po całym dniu mam go normalnie dość. wcześniej działało "licze do trzech" teraz lipa.
dobrze że nie bije, nie gryzie i nie tupie bo bym go chyba z domu wyprowadziła.
chyba najważniejsze zasady to
nie ulegać, kiedy chce cos cczego nie moze i się zaczyna szał, nie zwracać za mocno uwagi na te akcje i konsekwencja-jak nie to nie. ale ciężko walczyć, po połowie dnia słuchania wycia i wymuszania, dla świętego spokoju, zwłaszcza teraz gdy samemu się ledwo chodzi, ciężko.
właśnie mnie oświeciło

mały chyba wyczuł że nie mam tyle siły co wcześniej, tak sie zastanawiałam co się takiego wydażyło, przeprowadzilismy się 2 miesiące temu-to nie, smoka nie ma tez od 2 miesięcy-to też nie, to ze zaczął sikać sam na nocnik to nie wielka zmiana, innych nie widziałam, zwaliłam to na "bunt dwulatka" a to się zaczęło z moim brakiem sił, że też wczesniej na to nie wpadłam

mama z sił opadła, zaczęła pozwalać na więcej by mieć spokój. i masz babo placek.
no nic, trzeba się będzie pomęczyć kilka dni i wyprostować dziecię. echhh
czarni popatrz na siebie-nie pozwalasz jej na więcej niż wcześniej?
dzieciaki są kumate, wyczuły że mogą więcej i chcą jeszcze więcej.