Delewarre super,ze juz ok u Ciebie:-)
Emilly masz racje, w pewnym sensie faceci nie potrafia zrozumiec jak ciezko jest miec male dzieci i byc w ciazy.oni chcieliby,zebysmy chodzily usmiechniete i zadowolone i glaskaly sie po brzuszku jak Kate Middelton na zdjeciach.
a rzeczywistosc jest zupelnie inna. Ja zauwazylam,ze czasem nie doganiam ogarnac wszystkiego jak kiedys, to przez to samopoczucie no i nie da sie ukryc moja maluda tez wyciaga ze mnie co sie da:-)
takze zawsze sprzatalam w tygodniu a teraz wzielam sie w weekend,zeby widzial ile to trzeba sie naharowac,zeby wygladalo jak wyglada.
i mam wrazenie,ze np. W czasie porodu oni nie potrafia sie tak wczuc, moj byl owszem bardzo pomocny,ale wkurzalo mnie np.to, ze on i polozna byli po 1 stronie a ja po drugiej.ona cos powiedziala, ze mam np.wstac,co bylo mega bolesne, i juz chcialam sie wykrecic,a on trzymal strone poloznej no i zmuszali mnie w ten sposob do roznych rzeczy. Wiadomo w dobrej wierze,ale ja rodzaca powinnam miec najwiecej do powiedzenia! Tak uwazam.pozniej prosilam o zewnatrzoponowe,to on np.bardziej martwil sie o skutki uboczne dla dzieckai ze bedzie musial jeszcze dlugo czekac a nie o to,ze ja umieram z bolu i prosze o cos co bardzo duzo kobiet dostaje.
Wiec napewno bede musiala porozmawiac i to napewno nie raz jak chce,zeby wygladal kolejny porod. Na szczescie jak dobrze zagadam,to dociera, choc nie zawsze za pierwszym razem.
Z facetami trzeba naprawde duzo rozmawiac,jesli chce sie uzyskac to co sie chce, bo sami niestety wiele rzeczy nie zauwazaja i nie rozumieja sami z siebie naszych potrzeb;-)