wczoraj cały dzień mnie nie było, ale już nadrobiłam.
Mąż zaproponował wyjazd do jego prababci a dla naszego dziecka będzie pra prababcią. W ten upał trochę się bałam czy dam radę 200 km zrobić i nie powiem po powrocie nogi trochę spuchły, brzuszek wzdęty, ale pojechałam. Dałam się namówić jak stwierdził że babcia już nie wstaje z łóżka, ale okazało się że po domu chodzi tylko na dwór nie wychodzi - 95 lat ma ( a w wieku 80 kilku lat jeszcze sama rowerem jeździła po ruchliwej trasie, aż wujek musiał wentyle w kółkach powyrywać bo ktoś by babcie rozjechał).
Martwię się tylko że babcia mieszka sama i tylko syn który się nią opiekuje dojeżdża kilka razy dziennie; cóż zrobić babcia uparciuch nie chce się przeprowadzić do syna, synowa nie chce do teściowej.
Swoją drogą ciekawe czy babcia dziś pamięta że ją odwiedziliśmy, bo wujek mówił że opowiadać może dużo z czasów jak była panną a to co wczoraj to jakoś umyka.
Ale cóż zrobić to 200km więc nie wiele możemy pomóc. Nie wiadomo jacy my będziemy na starość
wiem tak trochę smutkuje z tego powodu - sorry kochane