A u nas ladne dzis sloneczko i tez cieplo ;-)
Alecta mnie moje jeszcze az tak nie ruszaja
Sprite te boki praktyczne. Nam zmiesci sie, w sensie na codzien bedzie na 6 osob a na jakies imprezy rozlozymy. No i bedzie malo rzeczy wiec stol moze zajac trochw miejsca
Jezyk moj mlody tez co tydzien ma teraz mecze :-)
Bada ja tez mam zawsze gdzie ze pranie wszyscy widza

tesciowa do tego ma chamskie sznurki pod sufitem na balkonie i ja tam zawsze gacie i staniki wieszam zeby szybko wyschly

a moje staniki rozmiarow spadochronow
Teraz cos o mnie o mojej niedzieli. Albo zaczne od wczoraj. Ł konczyl prace o 21.30 ale ze zamykal sklep z kierownikiem to wyszli z niego o 21.50

w domu byl po 22.10 i poszlismy na mieszkanie myc klatke. Ja zamiatalam Ł myl. Nagle slysze jakies "łup". Wchodze do mieszkania, korytarz plywa. Pytam co sie stalo, no wiec urwala sie raczka od wiadra od mopa. Dziwi mnie bardzo fakt ze takie rzeczy zdarzaja sie zawsze tylko Ł. Na co dostalam odpowiedz: "bo jak nikt nic nie robi tylko ja to komu ma sie zdarzyc!?". Spedzilismy w mieszkaniu sporo czasu, trzeba bylo zebrac cala wode a bylo jej sporo. Przetrzec podlogi itp. Dzis Ł jechal na 10 do pracy. Zawozilam go bo u nas nic w niedziele nie jezdzi. Oczywiscie na ostatnia chwile bo on ma czas. Po drodze 15min stania na przejezdzie bo jechal pociag. Jestesmy juz w inie, nagle samochod (jechalam panda tesciowej) zaczal tak buczec ze myslalam ze wybuchnie. Szybko na przystanek zjechalam bo akurat byl i wylaczylam silnik. Kit, nikt sie nie zna. Zadzwonilismy po kumpla, zanim dojechal z naszej wsi ponad 25min minelo. Ł juz spozniony. Popatrzyl i stwierdzil ze myslal ze linka od gazu poszla, ale jednak nie bo jest napieta. Cos pogrzebal, auto buczy dalej. Laweta (dobrze ze tesciowa ma w banku jakies ubezpieczenie z laweta, wazne do 28.09.2014)

facet przyjechal po ponad godzinie. Cos popatrzyl, auto buczy jakby mniej. Pojechal po lawete (najpierw byl osobowka zeby nas zawiezc do domu bo myslal ze wiecej osob). Przyjechal za 20min laweta, odpala. Auto jak nowe, nic nie buczy. Ponoc linka od gazu sie zablokowala. Ja juz zestresowana, balam sie wracac autem wiec mimo wszystko zawiozl nas ta laweta. W ten sposob mimelo nam pol niedzieli i Ł ma kolejna godzune w pracy do odrobienia :-( w kazdym razie samochod juz chodzi normalnie. Ale przygody ostatnio mam super.
Ps przepraszam jesli ktos zasnal ;-)