Lolisza pisała kiedyś,że dzieci ,które mają takie zalecenie,są "po prostu" szczepione w warunkach szpitalnych,żeby w razie np. wstrząsu anafilaktycznego móc szybko zareagować.Niestety,przed innymi powikłaniami poszczepiennymi,np. neurologicznymi,taki sposób szczepienia nie zabezpiecza.
A ja siedziałam teraz i czytałam,czytałam,czytałam...o szczepieniach właśnie.
I teraz jestem już na 1000% przekonana,że więcej już ŻADNEJ szczepionki dziecku nie podam.Chodzi o to,że wlaśnie jedynie przechorowanie danej choroby uodparnia nas na nią,a szczepienie tylko na jakiś czas i to niekoniecznie.Więc hipotetycznie taki dorosły człowiek,który już nie powtarza szczepień na np. odrę,świnkę i rózyczkę,jest o wiele bardziej nimi zagrozony.A wiadomo,że zachorowanie na te choroby w wieku późniejszym,jest o wiele groźniejsze,niż jak się je przejdzie w dzieciństwie.
I tylko żałuję BARDZO ,że jest u nas,jak jest,że rodzice NIGDZIE nie są informowani o skutkach szczepień,że noworodki bez ŻADNYCH badań (bo ocena Apgar jest "powierzchowna") są szczepione natychmiast prawie po urodzeniu,bez pytania w ogóle o zgodę...
Natrafiłam na jednym z wątków na link do bloga amerykańskich rodziców ,których synek zmarł po urodzeniu po zaszczepieniu na WZWB...niestety,były tam też jego zdjęcia...zaraz wyłączyłam,bo nie byłam w stanie na to patrzeć,tak były przerażające...
Przez to wszystko nie mam siły,by pisać dziś na razie nic na głównym...wybaczcie,ale mam doła przez to wszystko ...