Monika77 7 czerwiec
Fanka BB :)
Esia, to brzmi świetnie. Pamiętam jak ja chodziłam do szkoły rodzenia 4 lata temu to była czysta teoria i dużo ćwiczeń oddechowych. Trochę nudne to było, ale w naszym szpitalu uczestnictwo w szole rodzenia było obowiązkowe, jeśli chciało się mieć poród rodzinny. Poza tym wiadomo, że zawsze można usłyszeć coś czego się jeszcze nie wie ;-)
mąż jeszcze nic nie wie i mam nadzieję, że nie ma żadnych planów, ale jak je ma, to je zmieni. i już. tak więc na 16:30 jedziemy do szpitala (tam są zajęcia) i nic innego dzisiaj w grę nie wchodzi:-) do tej pory zawsze we wtorki nam coś wypadało
a dzisiaj luzik
)
Dobrze że nie wiedziałam, że rozważał siedzenie w domu - wstecznie mnie już szlag nie trafi ;-)