Przez cały okres ciąży byłam przekonana, że rodzić będę w szpitalu przy ul.Polnej(mój gin.przekonywał mnie do Św.rodziny na Jarochowskiego).Kiedy w nocy obudziły mnie skurcze pojechaliśmy z mężem na Polną.Tam po badaniu KTG okazało się,ze to wczesny etap porodu(wody odeszły już wcześniej)i mam udać się do innego szpitala bo u nich brak miejsc!!!!

.Pinformowano mnie gdzie znajdują się najbliższe szpitale i odesłano ze strasznymi bólami i resztkami wód płodowych cieknącymi po nogach

.W środku nocy,w nerwach cudem dojechaliśmy sprawnie do szpitala św.Rodziny na Jarochowskiego.Tam szybko zbadał mnie lekarz i natychmiast odesłał na salę porodową bo było już pene rozwarcie i widoczna główka dziecka.Za chwilę urodziłam!!!!!!!



.Tamtejszy personel nie mógł zrozumieć jak można było odesłać rodzącą na takim etapie porodu.Odradzam szpital przy ul.Polnej, bo pacjentki tam traktuje się przedmiotowo.Kto odpowiedziałby gdyby coś się stało

, szczególnie, że po porodzie pojawiły się komplikacje i niezbędny był zabieg?Polecam szpital przy ul.Jarochowskiego-przemiły personel,wspaniała opieka poporodowa.To prawda, że dzieci nie są tam przy mamach ale dla mnie to akurat plus, że w czasie tych najtrudniejszych chwil po porodzie ktoś pomaga w opiece nad maleństwem.Nie każda mama po przeżyciu porodu czuje się dobrze, szybko wraca do formy i może zając się dzieckiem.Co do dopajania dzieci glukozą-szpital w takiej sytuacji jest od doraznych i tymczasowych rozwiązań najlepszych dla mamy i maleństwa i w jakikolwiek sposób nie rzutuje to negatywnie na przebieg naturalnego karmienia po powrocie do domu, gdyz w pierwszych dobach laktacja i tak nie jest jeszcze w pełni uregulowana.