Rodziłam na Lutyckiej. Sama porodówka- super. Opieka , podejście, byłam bardzo zadowolona. Problemy zaczeły si na poporodowym gdy z anemią i bardzo mocno nacitym kroczem nie byłam wstanie zajmowac się dzieckiem. Pielęgniarki robiły mi wyrzuty, lekarka nie chciała odpowiedzieć na pytanie co z moimi wynikami (
Wyobraźcie sobie sytuację, że podchodzę do lekarki,pytam o wyniki krwi bo barzo źle się czuj a ona podaje mi cyferkę.
Mówię więc,że nie wiem co to znaczy a ona na to "To po co sie Pani pyta").
Kolejna pielęgniarka widząc moje problemy z założeniem dziecku pieluchy stwierdziła,że mam sobie kupić lalkę Baby Born i się nauczyć. Miałam spory dołek, ciągle płakałam ale z ich strony nie moglam liczyć na żadną pomoc. Salowe jeszcze gorsze...
Jeszcze jeden przykład- nie miałam pokarmu, dziecko nie chciało nawet ssać. Mała była bardzo duża i poprostu głodna - pierwszą przespana nocke miałam gdy po wielu prośbach dały mi wodę z glukozą. :-/ Dramat.
teraz znów jestem w ciąży i mam dylemat.
na Raszei zaczeła rodzić moja kolżanka- zaczeła,bo po 2 dobach ciężkich bóli (nie chciano jj wywołać porodu a ona się męczyła) przepisała się na Lutycką. Tam okazało się,że wody płodowe są już zielone i dziecko zachłysneło się nimi podczas porodu. Stan był ciężki

na szczęście dziewczynka jst teraz zdrowa.
Siostra rodziła na Polnej - niby była zadowolona z poporodówki ale dostała kilka dawek dolarganu i innych środków,które słyną z tego,ż podane w nieodpowiednim czasie i w zbyt dużych ilościach mogą spowodować niedotlenienie. Tak się też stało. Mały urodził si z niedotlenieniem i spędził kilka tygodni w szpitalu.
Wynik? Wszędzie coś nie tak! :-/
Myślałam nawet o Wrześni, ale boję się tak daleko jechać w razie nagłego porodu. Możliwe,że ze względu na doświadczenie,obycie z dzieckiem i znajomość praktyk na Lutyckiej jednak wybiorę ją ponownie ( tylko ze względu na porodówkę).
Co do praktyk na Lutyckiej jeszcze - nie ważne,ze kobieta nie może chodzić, jest wykończona porodem- MUSI SPRZĄTAĆ ! NIe wolno mieć nic na szafce, obok łóżka, torby schowane do osobnych szaf na końcu sali. To też jakaś paranoja...