Mam 19 lat i czekam aż mój synuś przyjdzie na świat, a przyjdzie za 18 tygodni i 3 dni. Rodzina mojego narzeczonego szczerze mnie nie akceptuje, nie kryją się z tym. Bracia, ojciec, matka. Ojciec wciąż i wciąż powtarza Dawidowi, że ma płacić mi alimenty, a dać sobie ze mną spokój, a mamuśka, której nienawidzę bardziej niż chlapy na dworze w zimę, twierdzi, że kiedy urodzę odbierze mi prawa rodzicielskie, bo wg. niej nie kocham swojego syna i nie będę umiała się nim zająć. Jako że jestem w ciąży zagrożonej, co według mamuśki mojego mężczyzny jest MOJĄ winą, nie mogę się denerwować, jednakże ta kobieta spokoju mi nie daje. Zmieniłam numer telefonu, ale nie zmieniło to jej beznadziejnego toku myślenia i mimo wszystko uważa się za wspaniałą babcię. Ciągle nastawia mojego faceta przeciwko mnie, no wytrzymać się nie da... Na szczęście Dawid nie poszedł ani w ślady ojca, ani matki, ma swój rozum.