A ja na swojego poprostu nawet nie mogłam patrzeć !!!!!
Nie mówiąć nic o słuchaniu itd.
Poznałam Go na studiach, poznałam - to mało powiedziane, był w mojej grupie ćwiczeniowej i nie dość, że młodszy od całej grupy, to zawsze wszystko wiedział, wiecznie na imprezkach, "wczorajszy " na zajęciach, zawsze pożyczał jakieś kserówki od kogoś pięć minut przed zajęciami, poczytał a później świecił wiedzą. Jak mnie to wkurzało. Ja niestety musiałam dużo czasu poświęcić na naukę i była to chyba chora zazdrość.
O jego istnieniu dowiedziałam się jak go po pociąg potącił i zbieraliśmy na prezent i wybieraliśmy delegację do szpitala... To było chyba na trzecim semestrze...
I zawsze mnie wkurzał. Nie dość, że szczeniak to brzydal, nigdy nic Go nie obchodziło...
Los nas złączył, jak któryś raz z kolei wywalili Go z akademika. Zamieszkał na tej samej stancji co ja.
A że mieszkałam sama w pokoju, często z nudów chodziłam do niego na paieroska, herbatkę... i tak zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Zwierzać się ze swioch problemów itp. Zobaczyłam w nim fajnego kumpla, później przyjaciela. Okazał się bardzo odpowiedzialnym, miłym... I tak miało być.
Pewnego dnia powiedział mi, że mnie kocha i będzie na mnie czekał tak długo ile będzie trzeba.
Nie macie pojęcia , jak długo walczyłam ze sobą, z jego uczuciami, ze swoimi uczuciami, nie wiedziałam co mam robić...
Razem już skończyliśmy studia, po obronie wzieliśmy ślub (czerwiec 2002), a we wrześniu 2003 urodziła się Gabryśka. Teraz czekamy na nowego członka naszej rodzinki (sierpień 2005)