ale tu naprodukowałyście!
dzieki za wszystkie miłe słowa
staram sie na ten pobyt w szpitau spojrzeć "łaskawym" okiem. Byłam pod świetną opieką, nawet za bardzo nie traciłam dobrego humoru i chyba przyzwyczaiłam sie do tego miejsca.
Pierwsze chwile były straszne: Syndrom Białego Fartucha - jak zobaczyłam tą położną na Izbie, lekarza i całą świtę, uznałam, że już nic mnie nie boli i chcę wrócić do domu.
Lekarz (po moich objawach) najpierw pomyślał, że może ja mam coś z nerkami, ale jak zaczęłam mieć skurcz, który na moje oko nie wygladał na skurcz, powiedział, że to początek przedwczesnego porodu. dziewczyny! Ja myslałam, że z wrażenia zemdleję... Potem po krpolówce uspokoily się bóle...
A tak z takich czułych chwil, to Osinka pisała tu o języku Karoliny. To usg trwało dlugo (nie narzekałam), bo na praktyce byli studenci i lekarz wszystko im po kolei tłumaczył i tak jeździł tą głowicą z każdej strony. zaczął od "dolu" , potem powiedział: teraz obejrzymy główkę i nagle: o kurcze!!! I to takim tonem, że ja nie wiedziałam co się dzieje. Potem: Jezu!! Niesamowite, dziecko pokazało język!!! Powiedział, że dawno czegoś takiego nie widział... Ja ucieszona poprosiłam go o zdjęcie (i mam wydrukowane). Dumna pokazuję wszystkim
A potem co dwie godziny sprawdzali nam tętno płodu i Karola kopała w glwicę na znak protestu...
Temperamentne dziecko

Ciekawe tylko po kim ??
