O matko, dziewczyny - czytajcie:
Do szczecinianki , która urodziła dziecko w szostym miesiącu ciąży, wezwano pogotowie. Lekarka stwierdziła, że noworodek jest martwy. Zapakowany w folię, położony w karetce na nogach matki, dotarł do Szpitala Miejskiego. Tam połozna odkryła, że dziewczynka żyje!
Po reanimacji noworodek trafił na OIOM szpitala z Zdrojach. Mimo wysiłków lekarzy Paulinka zmarła w szostej dobie życia. Kto zawinił? Policja i prokuratura prowadzą ślwdztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci.
Na głowę 32-letniej mieszkanki Szczecina posypały się nieszczęścia. 14 maja jej narzeczony powiesił się w piwnicy budynku, w którym mieszkali. Kobieta była w szostym miesiącu ciąży. W środę 24 maja, poczuła się źle, pojawiły się skurcze i akcja porodowa. Jej 14-letnia córka poinformowała pogotowie, że mama urodziła. Pomoc medyczna dotarła po kilku minutach. Kobieta leżała na łóżku. Ratownicy wygiągnęli z sedesu łożysko i pępowinę.
Niżej, w głębi kanału, znaleźli dziecko.
Lekarka zbadała noworodka. Nie było tętna ani oddechu. Stwierdziła, że dziekco nie żyje. Matce udzielono pomocy. O godzinie 23:10 położna, ktora miała zważyć i zmierzyć martwego noworodka, stwierdziła u niego oznaki życia. Niestety, doszło do zaburzeń krzepnięcia i wylewu krwi do mózgu. Sprawę bada policja i prokuratura.

Nieżle...