Aluś na szczęście kolek nie ma, ale ma jakąś dziwną wysypkę na buzi. Nie jest to skaza białkowa, bo Maks miał, więc wiem, jak to wygląda. Dzisiaj pomykam z nim do dermatologa. Maks miał kolki przez parę tygodni. A też miałam załamanie... Najgorsze w szpitalu, kiedy mieliśmy wyjść do domu, a się okazało, że Aluś ma żółtaczkę. Co najśmieszniejsze, to ja poprosiłam o zrobienie tych badań na bilirubinę, bo mi się zdawało, że coś żółty jest. A doktorka na to jedna, że jest troszeczkę żółty, ale w normie. Wieczorem inna wpisała Alusia na te badanie. No i się okazało, że mam rację. Jak wiadomo, takie żółtaczki leczy się pod tymi lampami, a dzieci strasznie ich nie lubią. A ponieważ poza moim Alusemjeszcze jeden maluszek miał się naświetlać, to owego maluszka i jego mamę przewieźli do naszej sali i tam nam te lampy wstawili. I potem to wyglądało tak: dzieci płaczą, nie chcą leżeć pod lampami, my chodziłyśmy jak pijane, bo tak na nas te lampy działały, nie dało się utrzymać dzieci spokojnie przez nawet 10 min., a żeby to naświetlanie miało jakiś sens, to przynajmniej 12h dzienni muszą się tak "opalać"... I potem wchodzi deprecha... Na szczęście następnego dnia ktoś się zitował i powtórzyli badanie krwi. Okazało się, że bilirubina spadła i możemy iść do domu. Ale deprsja została troszkę... Gorzej miałam przy Maksie... Przez pół roku trzymała mnie ciężka dersja. Też takie wrażenie miałam, że mnie wszystko przerasta, ale jakoś dałam sobie radę. Teraz Maks się robi straszny łobuziak i, niestey, dużo się go gani... A to nie sprzyja, kiedy pojawia się drugie dziecko. Nie chcę, żeby Maks czuł się gorszy od Alusia, no ale nie mogę zostawić głodnego niemowlaka, który płacze już strasznie, tylko po to, żeby się pobawić z Maksem... I też mi przykro się robi... A ostatnio jeszcze jestem z nimi całkiem sama, bo mąż pracuje... Ech... Nie ma lekko :-(
A co do kolek, to koleżanka wczoraj podsunęła mi jeszcze jeden pomysł. Z takiej większej odległości dmuchać suszarką na brzuszek. Ogrzewać go po prostu. Tylko tak, żeby nie było za gorące!
A położna, co przychodziła mi do domu, to tragedia... Kobieta nie wiedziała, co ma robić... Cały czas ma wpisane w książeczce, że jama ustna Alusia jest czysa. A od wyjścia ze szpitala męczy go pleśniawka

Poprzednio miałam taką fajną babkę, a teraz... Szkoda gadać... Aaaale więcej już nie przyjdzie. Na szczęście...