Właśnie wróciłam po ktg. Nie załapał się ani jeden większy skurcz mimo, że zapis trwał prawie 50 minut, bo był taki ruch, że położna nie mogła mnie odłączyć. A jak byłam w szpitalu to i takie ponad 100 się łapały. Ale zero regularności, zero bólu więc t oo niczym nie świadczy.
Potem pytałam lekarza o przedłużenie zwolnienia, bo kończy mi się w piątek, ale powiedział, że niestety "nie". Ale za to jak mnie zbadał, to stwierdził, że raczej do świąt nie wytrzymam, bo jestem gotowa do porodu. Zobaczymy. W sumie jak ma się coś dziać to im prędzej tym lepiej, żebym przed świętami wyszła do domu. No ale jak przepowiednia lekarza się nie sprawdzi to za tydzień kolejne ktg.