Oj Rodzinka daje się czasem we znaki. Ja to zazdroszczę tym, co mają daleko do najbliższych i mogą za nimi po prostu tęsknić:-) .
Wiesz Sorga, czasem nie daje się tak miło podejść do sprawy, jak Ty piszesz. Mieszkam teraz z moją Babcią, która ostatnie dziecko "wychowywała" prawie 30 lat temu, ale oczywiście wie najlepiej wszystko. A drugą specjalistką w sprawie związków, małżeństw i wychowywania dzieci jest moja Ciotka (będąca u nas w każdy weekend), która jest bezdzietną, starą panną (lat 56). I niestety szlag mnie i mojego męża trafia w momencie, gdy wygłaszają herezje kompletnie niezgodne z jakimikolwiek zasadami lub naszymi przekonaniami - bo tak było kiedys, lub jak próbują z dziecka zrobić kalekę, wyręczając je we wszystkich, najprostszych czynnościach, które są np. wymagane w przedszkolu. I żadne prośby ani groźby do nich nie trafiają.
Tak sobie myślę Asylan - a może by do tej Australii wyjechać;-) .