Wiedzialam ze jak nic nie zrobie to tu zejde bo powoli tracilam przytomnosc, resztkiem sil poszlam do budki 2 raz zadzwonic do mamy by pedem przyjezdzala poki jeszcze jestem przytomna bo nie wiem co tu ze mna zrobia i by zadzwonila do mojego gina bo byl w krakowie na sympozjum i przedstawila mu sytuacje bo ja nie dam rady. Mama powiedziala ze zaraz zalatwi i bedzie i pamietam wszystko do dzis .... Minelo jakies 20-30 min i zrobilo sie jakies dziwne zamieszanie, ja lezalam pamietam na swoim lozku a kolezanka z sali wycierala mi co chwile czolo bo tak sie pocilam, wpadla zolza wsciekla jak osa z ubraniem szpitalnym i do mnie "przebieraj sie paniusu panikaro jedna...wsyd miec taka corke a dziecko matke" nie wiedzialam jeszze o co jej chodzi, dala mi termometr jeszcze, zmierzylam i mialm 40,5 st (tak mi powiedziala ta kolezanka z sali bo ja nie widzialam nic na termometrze) potem chyba strcilam przytomnosc bo sie ocknelam na foteli ginekologicznym KOLEJNE BADANIE, nade mna jakis dwoch facetow, zolza, fajna pielegniarka i panika...i slysze ze gadaja miedzy soba ze rozwarcie nadal 1 mc nic nie ruszylo i nie ruszy bo cos tam, ze dzieko szyja owinieta pepowina 2 razy i od 16h nie ma wogole wod a dziewczyna (ja) traci juz swiadomosc na porod nie ma szans, ze dzwonil jakis ordynator z innego szpitala rozmawial z tutejszym i tutejszy kazal bezwzglednie robic cc i czemu jeszcze nie zrobione..(co sie okazalo interweniowal moj gin dzwoniac z krakowa i rozmawiajac z ordynatorem tego szpitala gdzie bylam okazalo sie ze juz dawno powinny byly byc podjete kroki)...Po czym wszyscy wyszli a zouza do siebie tylko ze "paniusia narobila szumu az sie z zew. wtracaja i nikt jej nie bedzie pouczal jak sie odbiera porod"....nie wiem potem przyszedl jakis facet i mi rzucil cos na piers do podpisania, nie wiem co to bylo, podpisalaby wtedy nawet wyrok smierci bo nie mialm juz sil NA NIC (co sie okazalo byla to zgoda na cc)...ale mnie tak wszystko bolalo, krwawilam, co raz tracilam przytomnosc...wszystko bylo mi jedno ...
18:50 - obudzilam sie na sali operacyjnej, z mama nie zdarzylam sie zobaczyc, przyjechala jak mnie juz wiezli...a na sali koszmaru cd..bo slysze "***** ja w tym burdelu nie bede pracowac jak sie paniusia nie chciala ogolic" bosze ja nie wiem co sie dzieje a ta do mnie z pretensjami ze jestem nie przygotowana do cesarki co robia polozne gola itp ale juz mnie pojechala, potem nie mogla sie wkloc w kregoslup bo skurcze co 2min i pretensje ze sie ruszam, do tego zaczelam zwracac bo daly mi obiad mimo ze sie nie daje a przez znieczulenie ciezko mi bylo zwrocic....KOSZMAR i wtedy uslyszalam pierwszy raz od tej 3 nad ranem mily glos "nie martw sie bedzie wszystko dobrze, spokojnie" obrocilam glowe i twarz normalnie aniola jakas nowa polozna, podeszla do niej inna babka (lekarka) i pytqa sie co sie tu wyprawia i takie tam ze to skandal i ze poda 1 zmiane do raportu...co sie okazalo wybila 19:00 wiec nastapila zmiana zmiany przyszly nowe : lekarka i polozna...otarla mi pot z czola i zapytala sie czy chce by mnie trzymala za reke i sie usmiechnela ... pierwszy raz mimo zmeczenia i goraczki tez sie usmiechnelam i ze chce by ktos tu byl...potem to juz pamietam tylko krzyk - 19:20 , popatrzylam przed siebie i slysze "ma pani sliczna coreczke, prawdziwa ksiezniczka" i zabrali od razu, lzy tylko mi lecialy po bokach, byla sliczna ale jakas taka niewyrazna, od razu co z nia i czemu zabrali - to ze byla szyjka za dlugo owinieta pepowina i sie zaczela dusic, nie bylo wod, cesarka odbyla sie stanowczo za pozno ale mam sie nie martwic zrobia wszystko by bylo ok...zszyli mnie i wywielzi na korytarz tam byla mama i wszyscy a ja nic prawie nie kontaktowalam przyniesli mi wikunie i polozyli na piersi a ja nie mialam sil jej trzymac, leciala mi z rak, pielegniarka wiec zabrala i powiedziala ze teraz nie dam rady, musza zbic goraczke musze dojsc do siebie ... zapytalam tylko o mala i uslyszalam ze JUZ OK mala silna bardzo i walczyla dzielnie i tylko dlatego dala rade eh nie mialam sil juz na lzy....i potem mama podeszla powiedziala ze wszystko dzieki mojemu ginowi i ze jest ze mnie dumna i w sumie dalej nic nie pamietam
11:00 - rano dnia nastepnego odzyskalam calkiem przytomnosc i swiadomosc, podobno lezalam na OIOM i cala noc przy mnie ktos czuwal, mama dzwonila ale nie odbieralam bo nie slyszalam silne leki itp, goraczka spadla, rano przyszedl lekarz powiedzial ze troche za mccno mnie zszyto wiec sie bedzie babrac rana i ze nie ma miejsc na porodowce bo w ta noc bylo 40 porodow a dzieci leza na innym pietrze...tak bardzo chcialam zobaczyc mala a nie mialm sil podniesc reki...Zawiezli mnie na patologie ciazy...lezalam miedzy kobieta co musiala urodzic martwe dziecko a kobieta ktora ich miec nie moze, nie moglam patrzec na ich oczy czulam sie okropnie....Jeszcze tego samego dnia przyszla terapeutka i zaczela cwiczyc ze mna bym mogla wstac..zapytalam co z coreczka a ta ze jest 2 pietra wyzej i jutro pojde wiec szok jak jutro a karmienie itp...jak wyszla sama sie zwleklam z lozka i poszlam do windy...dotarcie 2 pietra wyzej zajelo mi 45 min bo szlam tiptopkami tak rana bolala...ale doszlam, znalazlam i dopiero wtedy moglam sie nacieszyc moim cudnym aniolkiem ktory spal smacznie wsrod 30 innych placzacych noworodkow ... a ona poprostu spala wpadla polozna co ja tu robie itp a ja na to ze chce nakarmic to powiedziala ze se musze radzic sama bo bylo duzo porodow i na korytarzu....Ostatecznie zrobilam awanture ze to skandal co sie tu dzieje, ze dzieci na 5p kobiety na 3 na patologii itp itd wiec mnie przeniesli....
Jak wyszlam tylko pamietam koszmar porodu chcialam o nim zapomniec, plakalam na mysl ze mogloby nie byc mojego aniolka ani mnie i wtedy ni skad ni zowad tel z gazety ze doszly ich sluchy ze w tym szpitalu nie za dobrze traktuja ciezarne ja na to "nie za dobrze"?? i dalam wywiad, rodzice chcieli bym zasadzila szpital ale nie mialam sil, napisalam wtedy o tym na uwczesnym forum dla przestrogi by przestrzec dziewczyn, bylo w gazecie ale osobiscie nie mialam sil na walke i sady...poza tym zle mnie zszyli za mocno b. bolalo, rana ropiala....
Reasumujac boje sie teraz panicznie i mimo ze to bylo 6 lat temu pamietam wszystko do dzis co do godziny i nie zycze najwiekszemu wrogowi...uffff to tyle mam nadzieje, ze teraz bedzie ok, bedzie rozwarcie a jak nie od razu powiem ze mialm to samo przy 1 porodzie, teraz juz inaczej podejde, choc sie boje jak cholera