Ja nie mialam wyjscia. Magisterka juz dawno za mna, ale nic mi z niej nie przyszlo ( rok szukania pracy, jakies wolontariaty i tyle)i w koncu i tak wyladowalam na zeslaniu tu na zielonej wyspie. Siedze juz tu 7 lat i tak sobie pomyslalam, ze moze najwyzszy czas cos zrobic ze swoim zyciem i wykorzystac juz powoli wyparowujaca wiedze... Dlatego stwierdzilam, ze dobrze bedzie miec jeszcze jakis ilandzki papier , nie tylko polskie kwalifikacje. Mam nadzieje, ze to mi bardziej ulatwi znalezienie pracy w zawodzie. Mozna powiedziec, ze teraz robie specjalizacje, bo jestem po resocjalizacji, a tutaj robie roczne studium uzaleznien- na szczescie online wiec nie musze jezdzic na zjazdy tylko z kazdego dzialu mam konkretne pytanie i musze je przeanalizowac i napisac prace. Ale uwierzcie mi, tak mi to teraz nie idzie... Nie moge sie zmobilizowac bo wiecznie jestem zmeczona. Praca na zmiany tez mnie wykancza ( druga zmiana od 16.15 do 1.30 w nocy!!!) a tu jeszcze moja corcia piecioletnia tez walczy o swoj czas spedzony z mamusia... Ach! ciezkie to zycie. Aby moje wysilki przydaly mi sie w koncu w przyszlosci. A jeszcze w poniedzialek chce sobie jakies praktyki zalatwic, choc pare godz wolontariatu tygodniowo. Ale sobie biore na glowe, co?..