Cfc - myślałam ostatnio sporo o tobie, bo jak wynika z twoich postów, to my chyba ziomalki jesteśmy. Mój brat też w UK siedzi, w Hinckley dokładnie. Na szczęście jemu ciąża raczej nie grozi, bo to co piszesz i co przeszłaś z angielską służbą zdrowia, to wręcz niewiarygodne, mrozi krew w żyłach. Z takim podejściem do ciężarnych to ja się wcale nie dziwię, że tam jest ujemny przyrost naturalny. Tylko dlaczego cierpią na tym niewinni? Cieszę się, że wszystko jest już dobrze. Trzymam kciuki, że już niebawem odnajdziemy cię w jakimś wątku dla przyszłych mam.
A ja wróciłam właśnie z wizyty i usg u mojego doktora. No, widziałam brykającego we mnie człowieczka i bijące serducho, kręgosłup, kończyny, żołądek i co tam tylko. Szyjka macicy, z którą dwa lata temu miałam sporo problemów, trzyma się bardzo dobrze

Wyniki z testu PAPP-A też ok. Tak, że nastrój mi się poprawił. Na chwilę, dopóki nie kazano mi stanąć na wadze. Buuuu! U mojego doktora na wadze całe 76 kg!!! To cały kilogram więcej niż na mojej własnej wadze, sprawdzałam przed wyjściem. Tylko, że w domu ważę się bez ubranka, a tam postawił mnie w całym rynsztunku. Trudno. Trzeba bardziej uważać na siebie. Acha, i po 19 maja na połówkowe USG. Do wyboru mam Goerlitz albo Wrocław. Goerlitz to tak jakbym robiła u siebie, ale wstyd przyznać, że nie znam niemieckiego i chyba się tam nie dogadam moją angielszczyzną. Więc chyba skończy się na Wrocławiu. Połączę w takim razie przyjemne z pożytecznym - USG i zakupowe szaleństwo!