Carioca77
BeBonka
Najpierw miałam taka pracę że nawet na urlopie nie miałam prawa wyłączyć służbowej komórki (agencja badanai rynku i opini społecznej), jak były np. wybory to trzy dni z roboty nie wychodziłam. Mój obecny małż namawiał mnie, zebym zmieniła pracę, bo nie dość że wyczerpująca, stresująca to jeszcze bardzo przeciętnie płatna. No i kolezanka mi zaproponowała pracę przy projekcie unijnym "ale" tyko na czas określony - na półtora roku. Więkasza kasa, prestiżowa instytucja - zgodziłam się. Szczerze mówiąc głównie się nudziłam w tej robocie, nie rozwijająca, nie szkoda mi było, ze sie kończy umowa. A ze sie kończyła, to zadecydowaliśmy, ze postaramy się o dziecko i nie będę już szukać nowej pracy tylko jakoś przebidujemy z zarobków małża. Po czym dowiedziałam się że nawet jak jest umowa na czas określony, to pracodawca musi przedłużyć umowe do czasu porodu, a potem przysługuje zasiłek macierzyński. No to zagęściliśmy sie z tym staraniem i się udało :-) A więc po porodzie pozostaję bez pracy, ale mam zasiłek macierzyński, potem pójdę na bezrobocie - pół roku jest płatne, a od ok. sierpnia - września, w zalezności od zarobków malża i ogolnej sytuacji, albo postaramy się o siostrzyczkę dla Stasia, albo będę szukać pracy. Wtedy Stasia chyba najpierw oddamy pod opiekę opiekunki - myślałam o żłobku (bo to jednak jest wykfalifikowana opieka, dostosowane jedzenie, dziecko szybciej się rozwija wród rówieśników) własnei te choroby mnie przerażają i to że trzebaby dziecinę zrywać z łóżka bladym świtem, ale potem od 2,5 roku do przedszkola.
I żyjemy z jednej pensji:-( Ale pod koniec roku mamy w planach wyjazd do Irlandii,najpierw małż a potem ja dojadę z dziećmi jak już się tam wszystko ułoży bo innego wyjścia nie ma niestety:-(
Więc zmuszona byłam pójść prywatnie,bo ostatni raz byłam 13.06
nie opłaca się a tak będę siedzieć z dziecmi w domu i dostawać wychowawczy+rodzinne to daje ok 500zł.