reklama
Forum BabyBoom

Dzień dobry...

Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało.

Ania Ślusarczyk (aniaslu)

  • Czy pomożesz Iwonie nadal być mamą? Zrób, co możesz! Tu nie ma czasu, tu trzeba działać. Zobacz
reklama

zazdrość , nienawiść jak sobie poradzić z tymi emocjami u rodzeństwa

Ja tez mam nadzieje ze jakos to bedzie boje sie tylko zebym nie popelnila jakiegos bledu bo to w sumie dwojka maluszkow i nie
chcialabym zeby ktores z nich czulo sie bardzije zaniedbywane .a Oskar jest naprawde madrym chlopcem i wbrew temu co mowia roczne dziecko bardzo wiele rozumie ale mysle ze jakos to bedzie ,pod koniec pobytu paulinki u nas maly zachowywal sie juz inaczej jak mala tylko zaplakala to przylatywal po mnie i prowadzil mnie do lozeczka ,mysle ze widzial i zrozumial a przedewszystkim czul ze go kochamy i jest dla nas najwazniejszy .Narazie mowimy mu ze w brzuszku jest malutka dzidizia ale nie wiele rozumie i tylko pokazuje swoj brzuch i mowi aaaa i pokazuje lozeczko wiec ja mysle ze chodzi mu o cos w stylu ze bedzie dzidzia spala w lozeczku ale to tylko nasze domysly .
Wszsytko bedzie dobrze.
 
reklama
Saszka u mnie jest to samo :( Czyli wiek ok. 4 lat w przypadku chłopców, to nienajlepsza pora na awans na starszego brata ;)
 
Witam.
Dawno sie tutaj nie odzywalam, co do zazdrosci to po tygodniu pobylu paulinki u nas Oskar juz nie pozwalal nikomu obcemu podchodzic do lozeczka mielismy problemy z nim gdy mala wrocila do mamy,staralismy sie mu tlumaczyc ,ale co mozna wytlumaczyc rocznemu dzieciakowi,teraz chodzi i pokazuje na moj brzuch i mowi dzi co oznacza ze tam jest dzdzia wczoraj w sklepie zobaczyl takiego duzego bobasa lalke i poprostu zakochal sie w niej kupilismy lale i mamy teraz ubaw w domu ale maz powiedzial ze to moze byc niezly sposob zeby malego przygotowac do tego ze za pare miesiecy bedzie malenstwo .
narazie lalka w dzien lezy w lozeczku jak dziecko i Oskar podchodzi i mowi ze ciii i aaa czyli mamy byc cicho bo lala spi kolysze ja w wozku .Dziewczyny jak myslicie z ta lalak to w miare dobry pomysl?
bo ja nie jestem przekonana do konca a moj maz jest tym pomyslem zachwycony ,a jak wy sadzicie?
pozdrawiam
 
Pomysł rewelacja, szczególnie dla takiego malucha. Nasz za stary na takie numery.
Po raz kolejny dzioobku udowadniasz, że jesteś super mama :-*
 
Karola7dzieki za mile slowa zawsze podnosza na duchu :)
Moj maz tez mi powtarzaciagle ze niema sie czym zamartwiac na zapas bo to nie jest dobre i dla mnie i dla Oskara i dla malenstwa :) A ja co moge zrobic jak jestem typem czlowieka ktory musi miec wszystko zaplanowane ze tak bedzie i tak ma byc zero jakiejkolwiek spontanicznosci:(
Za to moj maz jeden wielki spontan wszystko na ostatnia chwile i z biegu :)
Takie dwie innosci z nas ale bardzo sie kochamy:)
pozdrawiam mamusie i dzieciaczki :)
chcialam napisac dzidziusie ale co niektore to juz" kawalery":)
 
U nas jest dokładnie 7,5 roku różnicy. Na początku było ok. Zero płaczu, zazdrości. Z czasem było coraz gorzej. Albo starszy syn okazuje totalną niechęć albo zimną obojętność. Robi różne złośliwości np. zamyka drzwi od pokoju Jera, abym nie słyszała, że mały płacze; budzi go w czasie dziennej drzemki, chociaż doskonale wie, że jak mały niedośpi, to marudzi do wieczora itp.
Oburza się zawsze, jak widzi Jera na moich rękach lub jak go karmię. 100 razy dziennie pyta czy go kochamy.
Ostatnio, gdy opowiadałam mu jak to jest czekać na narodziny dziecka, zapytał ze zdziwieniem: to wyście go chcieli?
Doszło do tego, że staram się nie tulić młodszego, by nie drażnić starszego. Do tego zaczął się źle zachowywać w szkole. Mam powoli tego dosyć. Robię, co mogę, chwalę go, zabieram na lody lub zakupy, spełniam różne zachcianki, ale on jest wiecznie niezadowolony i mówi: bo jakby Głupka nie było...
 
Miedzy moim Marcinkiem a Karola sa 22 miesiace roznicy. Kochaja sie bardzo. Czasami mam wrazenie, ze az za bardzo bo sie sciskaja i tula az do pierwszych lez. Karolka ktora ma teraz 14 miesiecy szybko sie rozwija, mam czasami wrazenie ze za szybko. Zaczela raczkowac jak miala 5 miesiecy. Synek chodzil wokol niej na czterech i mowil "tat dzidziu, tat". A pewnego dnia mi powiedzial: nauczylem Tajojine stac. Bylam przerazona, bo Karolinka miala 6,5 mies!! Mala nauczyla sie sprytnie stawac przy sofie. Zreszta Marcinek zachecany naszymi pochwalami jak to wiele nauczyl siostrzyczke, uczy ja jeszcze chetniej i tlumaczy ze czegos nie moze jeszcze zrobic bo jest za mala. Czasami mam wrazenie, ze jemu bardziej wierzy niz mi... Zazdrosc jednak sie pojawia bo trudno zeby jej nie bylo. Czasami Marcin popchnie Karole ale ona tez nie pozostaje dluzna. Najgorzej kiedy sa nadmiernie zmeczeni, a wtedy kazde z nich chce mnie miec na wylacznosc. No tak... a nam sie wlasnie marzy trzecie...
 
Mam problem.Moja córka ma 9 lat i gdy się urodził Mikołaj to było wszystko ok.Miki ma juz 7 m-cy i nagle wszystko zaczęło być nie tak.Dominika stała się strasznie zazdrosna,złośliwa już nie daję sobie rady.Ciągle tylko pobaw się z nią,poukładaj puzzle bez przerwy coś a jak się odmówi to bo Mikim to się ciągle zajmujesz.Ale naprawdę tak nie jest,mąż z nią chodzi co tydzień do kina,odrabiamy razem lekcje kąpie się razem z bratem kurcze niewiem co jest nie tak. :(Naprawdę się staramy,żeby nie czuła się samotna ale też czasami trzeba na nią krzyknąć bo zachowuje się jakby to ona miała te 7 m-cy.Może ktoś ma podobną sytuację jak sobie z tym poradzić,bo ja już nie mam siły :mad:
 
Twój synek staje sie wbrew pozorom bardziej absorbujący, bo jest bardziej aktywny. Poza tym zaczyna sie okres, kiedy wszyscy sie zwracają ku maluszkowi, bo to czas skoku rozwojowego. To, że twoja córeczka jest zazdrosna jest naturalne i z moich rodzinnych obserwacji wynika, że starszaki często cierpią na "niedosyt" uczucia rodzicielskiego. Ty na sytuacje patrzysz z pozycji dorosłej osoby i oceniasz ją racjonalnie, twoja córeczkia kieruje się emocjami. My sobie poradzilismy przeprowadzając rozmowe z synkiem, tzn. moj mąż , (który ma młodszego brata) opowiedział o swoich doswiadczeniach, o tym , że wie, że posiadanie młodszego rodzeństwa potrafi byc wkurzające, itp. a z drugiej strony pokazał pozytywy i przyszłe pozytywy. Pokazał mu , że uczucia gniewu, złości, rozczarowania są obecne w naszym życiu i pozwolil mu oswoic się z nimi. I Szymkowi odpusciło. Oczywiście nadal zdarzaja nam sie trudniejsze momenty, ale ta rozmowa stała sie przełomem. dzieci bardzo pragna byc kochane, akceptowane i zrozumiane. Często sobie nie radzą z uczuciami złości bądź frustracji. Z jednej strony czuja złość, z drugiej maja sobie za złe, że poddają się takiemu uczuciu i jest im wstyd i wtedy nierzadko dochodzi do scysji. Warto rozmawiać. I postarać się spojrzec na sytuacje z jej strony. Sprawdz, co jest prawdziwym powodem jej zachowań. Sprobuj sie dowiedziec, kiedy bedzie czula sie kochana. Spytaj po prostu, co musiałabys zrobic zeby czuła sie dobrze. Jesli wymieni, ze zebys sie z nia bawila . To spytaj jak długo. Caly dzien- to nie odpowiedz. Ale umow sie, ze np. kazdego dnia bedziesz spedzac z nia okreslony czas, a moze woli wypady do sklepu, czytanie itp. Moze wystarczy mala rzecz zeby bylo ok. Czasem ktos sie czuje kochany,kiedy bliska mu osoba zrobi kanapke. Sprawdz, czego potrzebuje Twoja coreczka. Wiedz też, że ona ma byc prawo niezadowolona, ale ty tez masz prawo okreslić granice.powodzenia:-)
 
reklama
Aniaslu, to bardzo ważne co piszesz... Ech, żeby o takich rzeczach trąbiono trzydzieści lat temu, być może moje układy z rodzeństwem byłyby lepsze, a więzi silniejsze... Teraz jest dobrze, ale w dzieciństwie toczyliśmy z bratem (2 lata starszym) naprawde "krwawe" boje. Myślę, że zawiść byłaby dobrym określeniem naszych stosunków. Sytuację zaogniły narodziny naszego młodszego brata (7 i 9 lat różnicy między nami). Nasza mama zupełnie nie potrafiła sobie dać z tym rady. Liczył się tylko Marcinek, a ja z Sebkiem czuliśmy się kompletnie odrzuceni, niewazni. Dopiero parę lat temu udało się nam dojść do ładu. Połączyła nas wspólna pasja i poczucie humoru, którego na szczęście całej naszej trójce nie brakuje. Rodzice są szczęśliwi, że teraz trzymamy się razem, tym bardziej, że przez całe nasze "szczenięce lata" byli świadkami nieustannych kłótni, wyzwisk i bójek. Wiem, że im brakuje takiego komfortu w stosunkach z ich własnym rodzeństwem. Ich też nie miał kto nauczyć miłości i zrozumienia dla swoich braci i sióstr. Zimny chów... Tak to się chyba kiedyś nazywało. Ja za punkt honoru stawiam sobie, by moje dzieci od samego początku żyły ze sobą w harmonii i zgodzie. Mam nadzieję, że to się uda.
 
Do góry