Follow along with the video below to see how to install our site as a web app on your home screen.
Notka: This feature may not be available in some browsers.
Pomyśl w tym, jak dzieco sie czuje.. Porozmawiaj z mężem, myślę,że powinien skorzystać z pomocy psychologicznej, jeśli nie radzi sobie z emocjami. Twoje dziecko patrzy, obserwuje i się tego uczy..;(Byle co a on juz lata, krzyczy itp. Wczoraj caly dzien nie widzial dziecka, przyszedl i maly zamarudzil (nie umie sie zajac sam sobą, potrzebuje zeby ktos chociaz usiadl z nim na podłodze) i juz mocno krzyczal, dziecko plakalocałą noc bujalam małego bo sie krecil. Dzis to nawet oczu otworzyc nie moglam, na maxa spuchnięta. Szkoda mi dziecka, dlatego wole nawet nie angaziwac jego ojca.
nie obraź się ale po co dziecku taki ojciec który nie potrafi się nim zająć i swoje emocje na nim rozładowuje? Czytałam trochę niektórych twoich postów i wygląda dla mnie, oczywiście osoby z boku która nie zna wszystkich szczegółów, jakbyś za wszelką cenę chciała dla dziecka pełnej rodziny. Na to że jest kiepsko starasz się przymykać oko kosztem swoim i dziecka.Byle co a on juz lata, krzyczy itp. Wczoraj caly dzien nie widzial dziecka, przyszedl i maly zamarudzil (nie umie sie zajac sam sobą, potrzebuje zeby ktos chociaz usiadl z nim na podłodze) i juz mocno krzyczal, dziecko plakalocałą noc bujalam małego bo sie krecil. Dzis to nawet oczu otworzyc nie moglam, na maxa spuchnięta. Szkoda mi dziecka, dlatego wole nawet nie angaziwac jego ojca.
Ja sobie zawsze wyobrażam co czuje taki maluch.nie obraź się ale po co dziecku taki ojciec który nie potrafi się nim zająć i swoje emocje na nim rozładowuje? Czytałam trochę niektórych twoich postów i wygląda dla mnie, oczywiście osoby z boku która nie zna wszystkich szczegółów, jakbyś za wszelką cenę chciała dla dziecka pełnej rodziny. Na to że jest kiepsko starasz się przymykać oko kosztem swoim i dziecka.
Dokładnie, niech on pojedzie z dziećmi do dziadków a Ty ogarnij dom. Oczywiście to też obowiązki ale jednak w ciszy i spokoju. Ja się z mężem zmieniam. Czasem on zabiera dzieci na parę godzin np na basen i kolacje na mieście a ja wtedy sprzątam ale i dla siebie znajdę trochę czasu, innym razem to ja ich zabieram a on w tym czasie np gotuje na cały tydzień ale w tym czasie obejrzy też swoje zaległe seriale. Nie wyobrażam sobie inaczej. Mam dużo starsze dzieci ale zawszę funkcjonowało to u nas w ten sposób. To jest masakra żeby być non stop z dziećmi, żadna głowa tego nie wytrzyma.to dobrze, że mąż pomaga w domowych obowiązkach. Tylko wtedy wciąż jest bez dzieci. A może tak się zamienicie. Ty porobisz, a on posiedzi z dziećmi. Rozumiem współpracę, ale z obu stron.
Oczywiście, że to jest jakiś obowiązek i pewnie nie mały ale jedzie na zajęcia i ma ciszę i spokój... Może być zmęczony po powrocie z zajęć ale to go nie zwalnia z zajęcia się dziećmi... Zrób coś z tym bo to będzie narastać. Dasz komuś palec a zaraz sięgnie po całą rękę... Jeszcze jest nadzieja, żeby coś z tym zrobić.Weekendy na studia. Jak ma zajęcia 8-18 to nie da rady wtedy się dziećmi zajmować. Tylko ja te jego studia cały czas traktowałam jako kolejny obowiązek. Ale on to robi tylko dla siebie, więc chyba powinnam przestać.
Przepraszam za post pod postem. Kochana to nie są warunki do budowania normalnej rodziny. Dziecko może być rzeczywiście nerwowe przez taką atmosferę. Postaw mu się w końcu, nic nie tracisz.Byle co a on juz lata, krzyczy itp. Wczoraj caly dzien nie widzial dziecka, przyszedl i maly zamarudzil (nie umie sie zajac sam sobą, potrzebuje zeby ktos chociaz usiadl z nim na podłodze) i juz mocno krzyczal, dziecko plakalocałą noc bujalam małego bo sie krecil. Dzis to nawet oczu otworzyc nie moglam, na maxa spuchnięta. Szkoda mi dziecka, dlatego wole nawet nie angaziwac jego ojca.
Do dziadków na razie mąż nie zabierze, skoro karmię młodsze. Przed wyjazdem musi zjeść mleko, bo inaczej godzinę w samochodzie płacz. Odstawienie planuję przed latem. Mąż mógłby wziąć dzieci na spacer, do sąsiadów czy na salę zabaw. Ale właśnie zawsze coś wymyśli, że idziemy razem albo wcale. I tak wychodzi, że ja ciągle z dziećmi. Czasem z jednym, czasem z dwójką, czasem z całą rodziną. I to chyba mnie tak dobiło... Ale jak w poniedziałek on nie chciał wyjść, to ja wyszłam na spacer. Dzisiaj wyszliśmy razem i jak zwykle on wracał, gdy mlodsze zasnęło w wózku, tak dzisiaj wróciłam ja. Niby pół godziny, ale dla mnie to dużo. I jakoś mi się dużo przyjemniej czytało i tuliło dzieci do spania.Dokładnie, niech on pojedzie z dziećmi do dziadków a Ty ogarnij dom. Oczywiście to też obowiązki ale jednak w ciszy i spokoju. Ja się z mężem zmieniam. Czasem on zabiera dzieci na parę godzin np na basen i kolacje na mieście a ja wtedy sprzątam ale i dla siebie znajdę trochę czasu, innym razem to ja ich zabieram a on w tym czasie np gotuje na cały tydzień ale w tym czasie obejrzy też swoje zaległe seriale. Nie wyobrażam sobie inaczej. Mam dużo starsze dzieci ale zawszę funkcjonowało to u nas w ten sposób. To jest masakra żeby być non stop z dziećmi, żadna głowa tego nie wytrzyma.
Patrząc na reakcję męża to nadzieję mam bardzo dużą. Żebym tylko ja się nie zapomniała znowu, bo przecież wszystkie sąsiadki zachwycone, jak mąż wyjdzie z nami. One mają wnuki w moim wieku, więc i podejście inne. A że najczęściej właśnie je spotykam jak wychodzę na spacer, to sama zaczynam przejmować takie myślenie.Jeszcze jest nadzieja, żeby coś z tym zrobić.