Aneta, współczuję, to najtrudniejsze, co może się zdarzyć w życiu kobiety - choroba dziecka. Ale jesteś silna, dasz radę. Trochę więcej optymizmu, martwienie się zasadniczo jest do bani - nie wnosi nic nowego, nie pomaga rozwiązywać żadnych problemów i robi straszny zamęt w głowie. Spokojnie ułóż sobie plan, po kolei wyznacz sobie kroki do zrobienia i rób - gin, badania, gin, rozmowa z mężem też gdzieś w "międzyczasie" i gratuluj sobie każdego wykonanego kroku niezależnie od jego efektu - Ty zrobiłaś co mogłaś. Potrzebujesz dużo uczucia szczęścia, radości z życia, by synek zdrowiał, by dać nowe życie, po prostu żeby dobrze żyć...