Dziewczyny, najpierw napisze, co u nas, pozniej bede nadrabiac zaleglosci.
W nocy z wtorku na srode bylo to samo, obudzilo mnie twardnienie brzucha, lekki, ale staly i nieprzerwany bol.. Z rana dzwonilam do centrum poloznych.
Babka zdziwila sie, ze do nich dzwonie i kazala dzwonic do szpitala. Tam z kolei powiedziano, ze mam czekac, skoro "nic wiecej" sie nie dzieje.
Od wtorku probowalam skontaktowac sie z moim polskim lekarzem, ale nie oddzwanial. Z m.uzgodnilismy, ze na razie zaczekamy - kolezanka podpowiedziala mi, ze szyjke widac tez w obrazie usg.
We srode wieczorem udalo mi sie umowic wizyte u prywatnej poloznej ( o lekarzu nie ma co marzyc ). Teoretycznie umowilam sie na sprawdzenie plci, ale chcialam wypytac o wszystko, co sie da.
Ta polozna jest bardzo doswiadczona, pracowala przez 12 lat w szpitalu i kazala... Nic innego, tylko skurcze i twardniejacy brzuch wylezec.
Malo tego, powiedziala, ze w szpitalu "jedyne, co mi poradza, to sie nie przemeczac i wylezec. Przeciez co innego mogliby zrobic?"
"Ale ja sie nie przemeczam, od daawna jestem na zwolnieniu lekarskim."
"To moze stresy?", "Rowniez nie".
Zapytala, czy nie mam przypadkiem zapalenia pecherza, bo "znakomita wiekszosc przedwczesnych porodow wywoluja infekcje w obrebie ukladu moczowo-plciowego".
Kazala nasiusiac mi do kubeczka i sprawdzila ( paseczkiem, a jakze! ) mocz, bakterii nie bylo. Swierdzila, ze "brzuch jest rzeczywiscie nieco bardziej napiety, nawet podczas usg" ( tego akurat nie czulam ). Szyjka ok - 3 cm.
Powiedziala, zeby na razie duzo odpoczywac i lezec, choc podobno "niektore kobiety maja po prostu wiecej skurczow, niz inne", a jesli lezenie nie pomoze, to dzwonic w poniedzialek "i bedziemy myslec".
..........
Dzisiaj, z kolei, udalo mi sie dodzwonic do mojego polskiego lekarza. Hurrra!
Wlasciwie to sam oddzwonil. Okazalo sie, ze jest na urlopie z rodzina, na nartach w Austrii... Wypytal o wszystko, nakazal przyjmowanie sporej dawki latwo przyswajalnego magnezu, przy bolach - nie obawiac sie no spy...
Mam nie odstawiac jednak na razie luteiny, w poniedzialek wypisze mi recepty, ktore odbierze moja mama... Wypisze je takze na kOlejne dawki Clexane, mimo, ze nie udalo mi sie w Danii zrobic zadnych badan, co przyznalam z zaklopotaniem. Powiedzial, ze "zbyt dluga droge przeszlam, zeby teraz to zaniedbac" i nie mozemy odstawic lekow, "ot, tak"
I mam pisac w poniedzialek rano, jak sie czuje. Powiedzial, ze "jest pewien, ze teraz dobrniemy juz do szczesliwego zakonczenia". <3 Mam sie nie stresowac, duzo odpoczywac, duzo magnezu brac - ma byc lepiej, na bank <3