Ja dzisiaj tragiczny dzień miałam. Sprzątanie co nie miara, balkon ogarnąć, a tych doniczek mojej mamy, jakiś starych kabli ojca, pordzewialych narzędzi .. Masakra i oczywiście nie wolno mi było wyrzucać, bo się niby przyda. Wywalilam wszystko;!!!!! Jak glupia nadzwigalam się bo ojciec mój zadzwonił że mam posprzątać dom na błysk bo oni nie chcą by moi teściowie znów paluchami kurzu szukali (niestety zawsze tak robią).
Obrona w niedzielę, ludzie chcieli notatki a ja głupia koza musiałam wszystkim opracowywać jednocześnie ganiajac mojego syna który lizał szyby i rozgniatal płatki śniadaniowe po podłodze.
Dwa prania zrobiłam, dwie zmywarki naczyń... A jak mąż wrócił to zamiast mi pomóc włączył sobie TV!!! Całkiem do niego nie podobne!!! Zawsze mi pomagał a dzisiaj zawalił na całej linii. Nawet chrupki kapciami rozgniatal, nie przeszkadzaly mu.
Kacper do mnie przybiegł i cała herbata wylała się na świeżo prasowany obrus. Wybuchłam płaczem bo już siły nie miałam.
To mój widząc jak rycze wziął się za sprzątanie i godzinę sprzątał, chyba zrozumiał swój błąd. Strasznie skruszony był. Ale na krzyczeć musiałam.
Ja rozumiem że wraca z pracy zmęczony, ale ja dzisiaj totalnie wysiadłam.
To bardzo dobry czlowiek o zlotym sercu, dlatego w szoku bylam. Nosz chrupki rozgniatac kapciami zamiast je zamiesc?????
Nic na obronę nie umiem, wszyscy do mnie z roku wydzwaniaja, ja nie potrafię odmówić nikomu pomocy. I co? Nie zdam w niedziele, a materiału jest od cholery....
Dodam że w niedzielę wyprawiam urodziny dla męża i swoje imieniny..
I jutro pieczenie i gotowanie mnie czeka

odwołać już imprezy nie mogę....
Boże.... Ja nie wiem. Gdyby jeszcze moja rodzina i rodzina męża była wyrozumiała to przelozylabym imprezę...
Mam dosyć, Idę pod prysznic poryczec.
Kuźwa nie zdam tej podyplomowki....