reklama

ciężaróweczki po in vitro

reklama
A jak to było u Ciebie? Byłaś w szpitalu wtedy rozumiem?

Nie, byłam w domu. Na podłodze w salonie zostało pol wiadra mojej krwi. O 19:50 wezwał mąż karetkę a o 21:18 Zosia się urodziła. Za ten czas przeszłam koszmar na IP. Nie rodziłam w szpitalu w którym chciałam tylko najbliższym. Trafiłam na lekarza chama i prostaka. Później doszła do niego lekarka, 180 stopni inna i ona podjęła decyzje o cesarce. Ten lekarz cham cały czas, robiąc mi usg, powtarzał „ ja tu nic nie widzę, nie wiem czy się lozysko odkleja czy nie” a jak mąż się zapytał co z dzieckiem to się na niego spojrzał i odburknął „żyje”. Ja byłam przerażona. Jedyne co mnie pocieszało to to, ze cały czas czułam Zosię.
 
Tak jej powiedzialam. Że w pierwszej ławce w kościele siedzi a w takie brednie wierzy. Na to ona że na swoim dziecku by nie eksperymentowala i nie narażała... <szok> chyba babcia ni3 będzie zachwycona z mpich metod wychowawczych [emoji23][emoji23][emoji23]

Ach...babcie są fajne, ale te ich teorie...:rolleyes:
A co do wychowywania...niejedną babcię by teraz zamknęli za ich metody, więc nie ma się co przejmować:)
 
Nie, byłam w domu. Na podłodze w salonie zostało pol wiadra mojej krwi. O 19:50 wezwał mąż karetkę a o 21:18 Zosia się urodziła. Za ten czas przeszłam koszmar na IP. Nie rodziłam w szpitalu w którym chciałam tylko najbliższym. Trafiłam na lekarza chama i prostaka. Później doszła do niego lekarka, 180 stopni inna i ona podjęła decyzje o cesarce. Ten lekarz cham cały czas, robiąc mi usg, powtarzał „ ja tu nic nie widzę, nie wiem czy się lozysko odkleja czy nie” a jak mąż się zapytał co z dzieckiem to się na niego spojrzał i odburknął „żyje”. Ja byłam przerażona. Jedyne co mnie pocieszało to to, ze cały czas czułam Zosię.
.....
Straszne
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry