Follow along with the video below to see how to install our site as a web app on your home screen.
Notka: This feature may not be available in some browsers.
Eh dobrze, że chociaż w domu daje rade, mój by nie dał zbytnio [emoji849].
Nic, już wyjdziesz między ludzi, oby szybko ogarnęli diagnostykę i leczenie.
Po jedzeniu niestety treść się cofa. Trzeba sprawdzić dlaczego i czy nie jest niebezpieczne dla malutkiej. Przeczytałam do końca opis małego księcia. Mama jego wspominała, że mimo wydzieliny starali się jak najrzadziej odsącza drenem, by nie podrażniać nadmiernie i nie prowokować większego wytwarzania wydzieliny. Coś w tym jest, bo jak Helenka miała zapalenie płuc, to nie pozwalało na częściej jej odsysać niż 4 razy na dobę. Trzeba znaleźć złoty środek dla tego my maleńka czuła się komfortowo, a jednocześnie mogła powoli się "usamodzielniać". Jak? ... Tego niestety nie wiem. Trochę metodą prób i w korelacji z wiedzą lekarzy.Jetkaa my się z tego też chyba nie wylizemy niby płuca czyste ale podobno ma dużo zmian nad płucami ostatnio też się także zaczynało, odciągac ja pasuje co pół godziny, cała zawalona tym czymś, świszczy i chrapie po karmieniu, saturacje 67 w najgoy momencie.
Ale bez operacji to też nie jest opcja dla niej. Trzeba próbować. Jak ma z tego wyjść to wyjdzie. Oby malutka zwalczyła infekcję. Jakie antybiotyki dostaje z ciekawości?Sorry dziewczyny ale nie myslec pozytywnie,.zastanawiam się czasem co będzie następne, aż się boje kolejnego dnia, co przyniesie, czy będzie problem z nerkami czy z wątroba czy coś innego, w takich chwilach już nie mam nadziei bo po co ja mieć i co wieczor się rozczarowywać, suche fakty są takie że moje dziecko to przypadek do zamieszkania w szpitalu lub hospicjum, bo jeśli będzie niewydolna oddechowo to operacji też jej nie zrobią bo się po niej nie pozbiera, już wczoraj doktorka mówiła że intubacja to też nie jest wyjście dla niej dobre bo się jej nie rozintubuje.
Wiesz, kiedy Helenka się urodziła po kilku dniach dostała zoltaczki. Długo była naswietlana. Odłączyli ja od respiratora i po jakichś 10 dniach od urodzenia dostała rozległego wylewu, potem leki, które miały nikłą szansę na to by pomóc, ale miały, więc dali. Po nich spuchła tak, że przestalo być widać gdzie szyja, gdzie oczy itp. Nerki przestawały pracować. Potem saturację zaczęły zjeżdżać. Następnego dnia okazało się, że ma sepsę. Podali antybiotyk. Strasznie cierpiała. Mimo leków sedacyjnych dosłownie wiła się z bólu. Płakała i żaliła się jak przychodziłam. Siedziałam przed inkubatorem i starałam się być dla niej wsparciem, a jednocześnie zastanawiałam się kiedy powinnam odpuścić ta walkę. Kiedy powinnam pozwolić jej odejść by bardziej niecierpiąca. Rozmawiałam z nią i zapewniłam, że kocham, ale też, że jeśli zdecyduje się odejść, to ja przyjmę ten wybór. Przyjmę jej śmierć. Mówiłam jej, że my tutaj sobie poradzimy, a ona niech na nas nie zwaza. Niech idzie tam, gdzie będzie jej lepiej. Nie wiem skąd czerpałam ta siłę. To była raczej bezradność matki i zgoda na to, co się działo. To wszystko trwało tydzień. Ten tydzień dosłownie powalił mnie na kolana, z których długo nie wstałam. Helenka przez całe 3 miesiące miała problemy z saturacja. Raz wylało się jej z żołądka do płuc tak, że trzeba było ją reanimować. Saturacja 14 uderzenia serca spadały już poniżej 100. To działo się na moich oczach. Było więcej takich chwil. Wychodziła z inkubatora, by za chwilę do niego wrócić. Samo życie @NewMom. Tylko ty jako matka do końca musisz wierzyć. Przyjmujesz fakt, że nie jest dobrze, ale to nie znaczy, że masz się poddać. Musisz być siła dla dziecka. Czasem lekarze też się mylą, trzeba szukać rozwiązań. Jeśli ty się poddasz, to kto będzie walczył o twoje dziecko? Nawet jeśli schody prowadzą w dół, w ciemność, której się boisz, to bądź światłem. Nie musisz rozświetlać całych ciemności. Wystarczy, że twoje światło oświetli kolejny stopień tak, byś wiedziała, że ta droga którą kroczysz ma też wyjście do góry. Ty robisz ze swojej strony wszystko co możesz by było dobrze. Życie nadzieja nie jest źle, to nie wiara w mrzonki... Nadzieja to siła, że nawet z najczarniejszych dolin jest wyjście, nawet kiedy jesteś pogodzona z najgorszym. Ona nie musi dawać rozczarowania. Może miło zaskakiwać.Sorry dziewczyny ale nie myslec pozytywnie,.zastanawiam się czasem co będzie następne, aż się boje kolejnego dnia, co przyniesie, czy będzie problem z nerkami czy z wątroba czy coś innego, w takich chwilach już nie mam nadziei bo po co ja mieć i co wieczor się rozczarowywać, suche fakty są takie że moje dziecko to przypadek do zamieszkania w szpitalu lub hospicjum, bo jeśli będzie niewydolna oddechowo to operacji też jej nie zrobią bo się po niej nie pozbiera, już wczoraj doktorka mówiła że intubacja to też nie jest wyjście dla niej dobre bo się jej nie rozintubuje.