Szczerze mówiąc to ostatnie dwa miesiące trochę przeczołgały przez badania do kontroli i ciągle utrzymujące się reaktywne IgM na cytomegalię. Po ostatnich badaniach w piątek to już myślałam, że ten transfer przeciągnie się do nie wiadomo kiedy, ale mój lekarz twierdzi żeby traktować ostatnie wyniki jako fałszywie dodatnie. Ostatnie tygodnie to była ciągła huśtawka czy zacznę przygotowania czy nie. Momentami miałam myśli, po co ja się w to znowu wpakowałam

Teraz jest inaczej, bo mam dziecko. Największe ciśnienie już gdzieś ze mnie zeszło. Wiadomo jest odrobinę podekscytowania bo to już mój ostatni transfer i powrót do kliniki. Zamknięcie pewnego trwającego latami rozdziału. Traktuję to w kategorii jak uda to się uda, jak nie to świat się nie zawali. Staram się mieć do tego dystans bo jak nauczyło mnie życie, samo podejście do transferu nie oznacza jeszcze ciąży.