czesc ;]
moja sprawa wyglada tak, ze wg miesiaczki, ktora zaczela sie 21 lipca mam termin porodu ustalony na 29 kwietnia (no to juz po ;]

)
natomiast gdy pierwszy raz poszlam do ginekologa na poczatku wrzesnia powiedziala mi ze zarodek ma najwyzej 10 dni. wiec zaszlam najwczesniej 21 sierpnia.
mam teraz w srode isc do lekarza jesli do tego czasu nie urodze i dostane skierowanie do szpitala. Podobno bede tam lezec tydzien co chwile ktg i jak nie urodze przez tydzien to cesarka albo co.
A ja naprawde MUSZE byc na nogach 11 maja, mam wtedy sprawe w sadzie i bardzo mi na tym zalezy. No i wlasnie mam pytanie..
Jesli pogadam z ginekologiem, pokazujac mu pierwsze usg (od innego lekarza) to dam rade go jakos przekonac zeby mnie wyslal do szpitala dopiero w przyszlym tygodniu?
Albo czy jest mozliwosc zebym poszla do szpitala (wybieram sie na Chalubinskiego

juz w tym tygodniu i dostala przepustke na 3 godziny do sadu w poniedzialek? Bo w koncu zdrowie dziecka najwazniejsze wiec wolalabym jednak byc pod opieka specjalistow ;] W szpitalu podobno robia tylko ktg i po to sie tam tydzien siedzi.
Wiecie cos moze na ten temat? czy "termin wg miesiaczki" = swietosc i tego sie trzymaja? to troche dziwne, ze wg miesiaczki jestem w 40 tygodniu, a wg pierwszego usg to w 37. I w ogole czy to jest niebezpieczne w jakis sposob nosic dziecko w brzuchu "za dlugo" ?